środa, 29 marca 2017

Graczem od zawsze i EA Games Challenge Everything cz. 3

NFS - powrót do przeszłości


Napisałem w poprzednim odcinku, że rok 2015 kończy obecną serię NFS, ale dla mnie, ma ona zupełnie inny ciąg dalszy, jak już wspominałem, związany jest on z przeszłością. 

Dziś już dokładnie nie pamiętam, czym zostało to spowodowane, ale w tym okresie nastąpiła u mnie, kolejna (druga już) fala RETRO, a zaczęła się od przenośnych konsolek. Spowodowane było to najprawdopodobniej specyfiką mojej pracy i możliwością pogrania w ulubione tytuły.


W zasadzie nigdy "nie wkręciłem się", w granie w gry na telefonie, choć sporadycznie pojawiała się jakaś tego typu aplikacja, to nigdy, nie zagościła na dłużej. Jednak trzeba przyznać, że możliwość grania nie tylko przed telewizorem ma swoje plusy. Oczywiście dotykowy interfejs współczesnych smartfonów, powoduje poważne uproszczenia w grach, według mnie, do tego stopnia, że staje się ona mało atrakcyjna. Grałem oczywiście w ulubioną serię NFS, nie pamiętam już dziś dokładnie, ale chyba były to NFS SHIFT i NFS UNDERCOVER w wersji na iOS i nie przekonały mnie zupełnie te gry do siebie.




Need For Speed Shift



Need For Speed Undercover

Pomyślałem wtedy o czymś co jednak trochę bardziej zostało zaprojektowane dla graczy mobilnych, czyli konsolki przenośne typu heand-held. Na rynku były wtedy Nintendo 3DS czy PlayStation VITA, jednak nie chciałem inwestować, w coś co może znudzi mi się za tydzień, a dodatkowo tak jak wspomniałem odezwało się we mnie zamiłowanie do retro. Wybór padł zatem na stosunkowo tanie konsole poprzednich generacji.

Pierwsza w kolekcji pojawiła się konsolka (a w zasadzie to nawet dwie konsole) firmy SONY - nieśmiertelne PSP-3004.




Nigdy nie byłem fanem firmy SONY, ale ta decyzja została podjęta zdroworozsądkowo, gdyż okazało się, że na to urządzenie mamy najwięcej dostępnych tytułów, nie tylko mojej ulubionej serii z samochodami, ale również innych ciekawych tytułów z przeszłości, które chciałem sobie może nawet, nie tyle co przypomnieć, tylko jakby odkryć na nowo. Większość tytułów które pojawiły się w mojej kolekcji znałem tylko ze słyszenia, więc tym bardziej zapałałem chęcią posiadania tego urządzenia. Obydwie konsole PSP zakupiłem na OLX. W „pakiecie sprzedażowym“ był zawsze jakiś zestaw gier (Dwie części Star Wars Battlefront: Renegade Squadron i SWB II, Prince of Persia - Rival Swords, Beowulf, Harry Potter and the Geoblet of Fire), ale żadna na dłużej mnie nie przyciągnęła. Zakupiłem więc hurtowo na allegro, wszystkie gry ze swojej ulubionej serii NFS i wtedy konsola zagościła w moich rękach na dłużej. Pamiętam, że spędzałem z nią w pracy każdą wolną chwilę grając w NFS UNDERCOVER, NFS SHIFT czy MOST WANTED 5-1-0. Inne zakupione wtedy gry z serii NFS to CARBON, PRO STREET, UNDERGROUND RIVALS.



Oczywiście poza nutką retro, gry różniły się również od swoich pierwowzorów z dużych konsol czy PC, jednak dostarczały całkiem sporą ilość frajdy szczególnie NFS UNDERCOVER i SHIFT
W kolekcji zaczęły pojawiać się kolejne tytuły TEST DRIVE, DRIVER 76, GRAND TURISMO, MIDNIGHT CLUB 3, czy THE FAST AND THE FURIOUS, ale również kilka gier typu „strzelanki“ - ARMY OF TWO, CALL OF DUTY Road to Victoryktóre również na dłuższe chwile przykuwały  do konsoli.




Zgłębiając temat konsol przenośnych, kolejnym zakupionym retro sprzętem był hand-held NINTENDO DS Lite, a wgryzając się bardziej w temat i historię firmy NINTENDO, do konsolowego retro grona dołączył NINTENDO GAME BOY najpierw model ADVANCE a potem zmieniony na jeszcze bardziej poręczniejszy model NINTENDO GAME BOY ADVANCED SP. Powód zmiany modelu  GAMEBOY-a był dość prozaiczny, chodziło o brak podświetlania ekranu w modelu ADWANCE, co dla mnie, pracującego z reguły w warunkach bez oświetlenia, miało dość duże znaczenie :) 

NINTENDO DS LITE

NINTENDO GAME BOY ADVANCE SP


Oczywiście do obydwu urządzeń zakupione zostały kartridże z grami z serii NFS. NFS MOST WANTED (DS), UNDERGROUND I i UNDERGROUND II (GB) czy nieznana mi do tej pory gra na NINTENDO DS - Need For Speed NITRO (z roku 2009).



Tak jak w przypadku SONY PSP również tu, wersje różniły się czasem nawet bardzo znacząco, od znanych mi wersji „desktopowych“, ale oczywiście jest to zrozumiałe i podyktowane ograniczaniami sprzętowymi. Grafika była zdecydowanie uboższa, nawet od tego co można było również znaleźć w wersjach na smartfona (w końcu te urządzenia dzieli przepaść technologiczna), natomiast samo granie, przy pomocy fizycznych kontrolerów, była o wiele wygodniejsza i z racji przyzwyczajenia do padów konsolowych również bardziej intuicyjna.

Przez myśl przemknął mi pomysł dokupienia specjalnej obudowy do telefonu w kształcie kontrolera jak w XBOX-ie, ale nie pamiętam już czemu pomysł spełzł na niczym. 

Przypuszczalnie chodziło o to, że dostępne wtedy na rynku o pady były przeznaczone do poprzedniej wersji telefonu i nie pasowały już do mojego obecnego. Pomijając oczywiście brak „RETRO“ w tym urządzeniu :) 

Na fali retro, jak również chęcią poznania gier, o których kiedyś tylko słyszałem, a nigdy nie zagrałem, lub znałem tylko jej współczesne wersje oraz chęć dotarcia do korzeni spowodowała kolejne retro zakupy. Tym razem nie były to już wersje przenośne, ale pełnoprawne konsole z przed lat. I tak w mojej kolekcji pojawił się pierwszy XBOX (CLASSIC)


W tym przypadku, grą która przyczyniła się do tego zakupu był WOLFENSTEIN. Ukończyłem wtedy już dwie gry z tej serii na XBOX ONE - WOLFENSTEIN THE NEW ORDER i WOLFENSTEIN THE OLD BLOOD, a z czasów DOS-owych pamiętałem wersję WOLFENSTEIN 3D (z roku 1992), która nigdy jakoś nie przypadła mi do gustu, ale pamiętam, że wspominany wcześniej mój cioteczny brat, zagrywał się na swoim ówczesnym PeCecie w tę grę godzinami. Obecnie ten tytuł jest również dostępny we wstecznej kompatybilności również na XBOX ONE, ale jakoś wciąż nie przekonałem się do jego zakupu.



Chciałem zobaczyć jaką drogę ewolucji, przeszła ta gra od WOLFENSTEINA 3D do produkcji na XBOX ONE. Okazało się, że WOLFENSTEIN 3D, był już trzecią grą z całej serii, pierwszą grą był CASTLE WOLFENSTEIN (1981) i BEYOND CASTLE WOLFENSTEIN (1984), jednak po screenach i filmach znalezionych w internecie, stwierdziłem, że, aż tak głęboko chyba nie chcę sięgać i dwie pierwsze gry „odłożyłem na później“. Za to kolejne tytuły wydane po WOLFENSTEIN 3D wydawały się już ciekawsze do "bliższego poznania". SPERA OF DESTTINY (1992) został również „odłożony“ z racji podobieństwa do W 3D, oraz platformy systemowej MS-DOS. Natomiast gra RETURN TO CASTLE WOLFENSTEIN z roku 2001, zainteresowała mnie do tego stopnia, że miała swój udział w podjęciu decyzji, o zakupie wspomnianego "pierwszego" XBOX-a. 


Oczywiście gra, nie była głównym przyczynkiem do zakupu konsoli, gdyż już wcześniej nosiłem się z takim zamiarem, aby uzupełnić swoją kolekcję konsol Microsoftu. Eksploatowałem już wtedy XBOX ONE, a poprzednia konsola XBOX 360 w wersji SLIM, zakupiona jako „prezent z okazji ślubu“, nie został sprzedany, lecz trafił do mojego rodzinnego domu, jako centrum rozrywki podczas przyjazdów na wszelkie święta, czy rodzinne odwiedziny. Zresztą sprawdza się bardzo dobrze w tej roli. Brakowało zatem, tylko jednego ogniwa z całej rodziny XBOX-ów, czyli pierwszego XBOX-a CLASSIC. Znalazłem taki model, jak większość moich nabytków na OLX-ie, w dobrym stanie i w atrakcyjnej cenie (chyba 100 zł). 

RETURN TO CASTLE WOLFENSTEIN przykuł mnie do pada na długie godziny, aż został ukończony, oczywiście grałem z kilkudniowymi czasem przerwami, ale  w końcu ujrzałem upragniony koniec gry. 

Kolejnym tytułem z serii do „sprawdzenia“ był WOLFENSTEIN (z roku 2009) wydanym na XBOX 360. 


W kolejności wydania są jeszcze dwa wcześniejsze tytuły, czyli WOLFENSTEIN ENEMY TERRITORY (2003) i WOLFENSTEIN RPG (2008) jednak z kwestii platformy sprzętowej (ten pierwszy jest na WINDOWS, a drugi na iOS ) zostały odłożone również „na później“. 
Wspomniany WOLFENSTEIN (z 2009 roku), w wersji na XBOX 360 trafił do mnie.  tym razem z allegro i po raz kolejny tytuł z serii WOLFENSTEIN przyczynił się do poszerzenia mojej kolekcji konsol. 

Tak jak pisałem już wcześniej, posiadałem co prawda XBOX-a 360, jednak był on wywieziony do mojego rodzinnego domu, a chęć pogrania sobie w WOLFENSTEINA, jak również możliwość odświeżenia sobie innych tytułów, niekompatybilnych wstecznie z XBOX ONE, spowodowała że kolejny XBOX 360 trafił do mojej kolekcji konsol. 



Tym razem była to wersja PREMIUM, w eleganckim białym kolorze, wylicytowana w bardzo dobrej cenie na allegro (120 zł). Do kompletnego zestawu musiałem dokupić tylko pad i dysk, ale to były drobiazgi i szybko się z tym uporałem, aby tylko móc zasiąść z padem w ręku przed ekranem.
WOLFENSTEIN zagwarantował wiele godzin, a nawet dni bardzo dobrej rozrywki, ale wciąż jeszcze czeka na ukończenie. 
Posiadanie dwóch XBOX-ów 360, ma jeszcze tę zaletę, że teraz mogę, zabierać swoje rozpoczęte właśnie "light-retro" gry, na przykład na święta, do rodzinnego domu i tam je kontynuować, a po powrocie, mieć zaliczonych kilka kolejnych leveli gry.

Wracając jeszcze na chwilę do XBOX-a CLASSIC-a, oczywiście oprócz wspomnianego RETURN TO CASTLE WOLFENSTEIN, biblioteka gier na tą platformę sprzętową została poszerzona o dwa tytuły z mojej ulubionej serii Need For Speed, czyli NFS UNDERGROUND oraz NFS UNDERGROUND 2. 




NFS UNDERGROUND według mnie, zupełnie nic nie stracił, przez lata, ze swojego klimatu i grywalności. Za to UNDERGROUND 2, do którego wcześniej nie byłem przekonany, tym razem, po tylu latach wciągnął mnie do tego stopnia, że przez dobrych kilka dni (i nocy) z rzędu, nie wyciągałem płyty z napędu, a pada z ręki. Znów miałem "to coś", że chciałem przejść jeszcze tylko jedną trasę i wygrać jeszcze tylko jeden wyścig, a do snu nakłaniał mnie wschód słońca, lub to, że muszę  jutro iść do pracy. Myślę że tym razem uda mi się skończyć tę grę.
Obecnie, ale tylko na chwilę, postępy w grze zostały wstrzymane (choć płyta wciąż czeka gotowa, w napędzie XBOX-a), a to tylko dlatego, że pojawiły się kolejne elementy związane z RETRO. 
O ile pierwszy element, jest związany tylko pozornie z retro, to drugi już jest pełnoprawnym przedstawicielem tej grupy.

RETRO PIE to ten pierwszy element, nie jest to może prawdziwe retro, a  raczej „udawane“ przy pomocy emulatorów, ale według mnie, bardzo dobrze wpisuję się  w ten nurt. (Link do strony projektu RertoPie).







Wcześniej, oczywiście miałem już styczność z emulatorami i na PC i na Mac-u, jednak nigdy jakoś, się do nich nie przekonałem.
Natomiast to co mnie przekonało do RASBERRY PI i emulowania na nim oldschoolowych platform (również tych zupełnie mi nieznanych), to to, że można używać do grania XBOX-owego kontrolera. Pewnie i w przypadku emulacji na tradycyjnych komputerach PC (na MAC-ach mogłoby być z tym już troszkę gorzej), też by się to udało, jednak „zabawy“ z konfiguracją i ustawianiem wszystkiego, trwały by pewnie w nieskończoność i czar retro prysł by przez to, być może bezpowrotnie.



RETRO PIE jest już w pełni skonfigurowane i wystarczy podłączyć kontroler, zmapować przyciski pada i już mamy gotowe granie. Znów „odkurzyłem“ wspomnienia z ATARI, COMMODORE, AMIGI, jak również z AMSTRADA i ZX SPECTRUM, czy nieznanego mi zupełnie APPLE II.

Tak na marginesie, odnośnie ZX SPECTRUM, był też czas, kiedy zapragnąłem również stać się posiadaczem tej retro platformy sprzętowej, a żeby wszystko wiązało się ściśle z moimi wspomnieniami, zacząłem poszukiwania portugalskiego Spectrum-a czyli TIMEX-a (był to mój pierwszy "w dotyku" komputer osobisty). Udało mi się wylicytować na allegro odpowiedni model, czyli TIMEX-a 2048. Miał on jednak jakiś problem z zasilaniem i w końcu powrócił do sprzedawcy :( Trochę szkoda, ale może jeszcze kiedyś się spotkamy ;)

Raspberry Pi przywrócił wspomnienia i zapewnił kilka dobrych retro wieczorów ,ale...... i tu wracamy do głównego nurtu NEED FOR SPEED, jedna z emulowanych platform oparła się jednak "Malinowemu Emulatorowi". Chodzi o emulator Sony PlayStation 1 (PSX). Znalazłem interesujący mnie tytuł gry, w który chciałem sobie zagrać, moją ukochaną grę z serii NFS, czyli NEED FOR SPEED PORSCHE UNLEASHED, w wersji właśnie na SONY PS ONE. Okazało się jednak, że Raspberry Pi drugiej generacji, nie bardzo sobie radzi z emulacją tej platformy i choć udało mi się wczytać grę, wybrałem ulubiony tryb EVOLUTION, ustawiłem wszystko, tak jak chciałem i to by było na tyle..... gra nie ruszyła dalej.
Rozwiązaniem tego problemu, być może, było by zakupienie nowszej trzeciej wersji mikrokomputera Raspberry Pi, ja jednak wybrałem inną drogę. Postanowiłem zakupić oryginalne PlayStation ONE. Przeszukałem znany portal aukcyjny oraz tablicę ogłoszeń OLX i udało mi się trafić lokalnie na PSX-a z dwoma kontrolerami w dobrej cenie. Tak jak pisałem przy okazji PSP, nigdy nie przepadałem za urządzeniami od SONY, będąc raczej w obozie MICROSOFTU :) Jednak brak platformy równoległej generacją, od firmy z Redmond, a zdobyta wiedza i informacje na temat tej, w przeszłości rewelacyjnej konsoli, oraz mnogość tytułów do sprawdzenia, z przeszłości, przekonała mnie do zakupu "Szaraka". W ten sposób stałem się posiadaczem kolejnego retro sprzętu w mojej (pewnie dość skromnej) kolekcji.




Okazało się również, że wydana na PS1 w 2000 roku wersja NFS PORSCHE UNLEASHED, to zupełnie inna gra niż znałem ją z PC. Znalazłem również ciekawą informację, o której wcześniej nie widziałem, że przypuszczalnie do tego konkretnego portu gry, zastosowano całkiem odmienny silnik.



Oczywiście idąc za ciosem oprócz NFS PORSCHE UNLEASHED, również trafiły na kupkę „do odświeżenia wspomnień“, czy może bardziej „poznania tytułu po latach“, takie gry jak NFS II czy NFS HOT PURSUIT,  ale również zupełnie nie znane mi spin-offy serii z 1997 roku V-RALLY i z roku 1999 V-RALLY 2



Niestety poznanie tych tytułów początkowo było tylko pobieżnie, ze względu na brak karty pamięci do PS1, czyli nie miałem możliwości zapisu stanu gry, a „metoda“ stosowana w czasach ATARI, na niewyłączanie zasilania na noc, nie do końca mi odpowiadała. Na szczęście w przeciągu kilku dni, karty zostały zakupione i teraz na pewno tryb EVOLUTION w NFS PORSCHE UNLEASHED zostanie „odświeżony“ w całości :) 

To tak, mniej więcej, wygląda historia mojego grania, opisana głównie w oparciu o serię NFS, jednak tak jak pisałem wcześniej, nie tylko "jeżdżące" gry istniały w "moim graniu od zawsze". 

Wrócę może do czasów PeCetowych. Gdzie oprócz NFS godziny grania upływały mi na Max Payne II, czy czeskiej Mafii. :) Mafia II powróciła do mnie na XBOX-ie 360 i też zagwarantowała mi duża porcję rozrywki, a sentymentalny powrót do pierwszej części, udało mi się niedawno zrealizować na XBOX CLASSIC. Tak na marginesie wspomnę jedynie, że w zeszłym roku (2016), premierę miała trzecia odsłona Mafii na XBOX ONE. Jeszcze niestety nie miałem przyjemności w nią pograć, ale prędzej czy później, na pewno się to stanie.
Czasy XBOX 360 to również pochłaniające godziny gry takie jak: TEST DRIVE UNLIMITED i TEST DRIVE UNLIMITED 2, PROJECT GOTHAM RACING 3 i PGR 4, czy GRID AUTOSPORT i GRID 2, ale również seria GEARS of WAR, choć te gry, ukończyłem dopiero we wstecznej kompatybilności na XBOX ONE, czy GRAND THEFT AUTO IV. Prawdę mówiąc dopiero XBOX ONE i GAMES WITH GOLD, oraz DEALS WITH GOLD, czyli gry za "darmoszkie" lub w "przyjaznych" cenach, otworzyły mnie, jako gracza, bardziej jeszcze w innych kierunkach gier. Dodatkowo wsteczna kompatybilność, z wybranymi tytułami z XBOX360, spowodowała że zacząłem sięgać po wcześniejsze wydania, tych nowych tytułów. Tak było z całą serią BATTLEFIELD, gdzie po BATTLEFIELD-dzie 4 wróciłem do BATTELFIELDA 3, czy nawet do obydwu części BAD COMPANY. Podobnie było z serią CALL of DUTY gdzie tytuł z XBOX ONE, spowodował chęć obejrzenia "obrazków z przeszłości" na XBOX 360, a nawet XBOX CLASSIC. Tak samo było z serią SNIPER-a gdzie od najnowszego wtedy tytułu, czyli SNIPER ELITE 3, wracałem do poprzednich części na wcześniejszych platformach sprzętowych.

Patrząc wstecz, na historię mojego grania, myślę że to rzucone gdzieś kiedyś ziarnko gracza, zaczęło kiełkować i tak rośnie do dziś dnia. Następowały zmiany w technologi, jak i w samych grach. Przebyłem drogę od joystica, przez klawiaturę komputera i ekran dotykowy smartfona czy tabletu oraz kontrolera z kierownicą, do najwygodniejszego urządzenia, moim zdaniem, czyli konsolowego pada, ale gry video towarzyszyły mi zawsze ( choć bywały dłuższe lub krótsze przerwy). Dziś świat gier wygląda zupełnie inaczej niż kiedyś, dostęp do gier jest też zupełnie inny. Kiedyś musieliśmy się nieźle nakombinować, żeby zdobyć nowy tytuł do grania. Dziś mamy natychmiastowy dostęp do prawie każdego tytułu. Za to kiedyś mieliśmy więcej czasu na granie w ten jeden tytuł, a dziś mamy tak wiele tytułów, że brakuje nam na nie wszystkie czasu. Czasy też się zmieniły, wszystko dzieje się szybciej, my jesteśmy starsi, mamy inne obowiązki i wtedy pojawia się tęsknota za tamtymi błogimi, beztroskimi czasami gdzie, mogliśmy w spokoju tracić dzień i noc, na zdobywanie kolejnego poziomu. Pojawia się chęć powrotu i następuje zwrot ku tzw. retro. Po czym okazuje się, że oprócz niektórych tylko tytułów gier, większość nudzi nam się po paru chwilach (albo i nie) :) Czyżbyśmy już wyrośli z grania. Chyba nie, po prostu świat i gry się zmieniły. Przyzwyczailiśmy się do innych standardów. Ale w sercach wciąż mamy tego gracza, który gdy znajdzie "TĘ" grę dla siebie, jest w stanie poświęcić, niejedną jeszcze noc.






wtorek, 21 marca 2017

Graczem od zawsze i EA Games Challenge Everything cz. 2

EA GAMES CHALLEGE EVERYTHING



To ta, charakterystyczna czołówka kojarzy mi się z moją ulubioną serią „ścigałek samochodowych“. Nie była (i nie jest), to seria gier, która pretendowała by do miana realistycznych symulatorów jazdy samochodem, a raczej serią gier zręcznościowych, zaszytych w jazdę "cyfrowym" samochodem. Ale był to model gry, który najbardziej mi odpowiadał i odpowiada chyba do dziś.

Nie pamiętam dziś dokładnie, która gra z serii Need For Speed pojawiła się u mnie jako pierwsza, ale wydaje mi się że był to NFS HOT PURSUIT II wydany w 2002 r. czyli w zasadzie była to 6 część całej serii, lub mógł być to tytuł z roku 2000 (zresztą mój ulubiony) czyli NFS PORSCHE CHALLENGE.





To były tytuły, które na długo potrafiły przykuć mnie do ekranu komputera, potrafiłem spędzić z nimi całkiem sporą część dnia, a czasem nawet i nocy :)
Mój ulubiony tryb w NFS PORSCHE CHALLENGE to Evolution, gdzie zaczynamy w roku 1950 i poznajemy całą historię samochodów Porsche. Pamiętam też, że gra była pisana pod system Windows 98 i był jakiś problem z uruchomieniem jej pod Windows XP. Choć posiadałem oryginalną grę, to trzeba było użyć jakiegoś nieoficjalnego patcha, żeby w ogóle można było w nią zagrać. Jeśli chodzi o NFS HOT PURSUIT II, to również wciągnęła mnie na tyle mocno w rozgrywkę, że wszędzie lśniło złote trofeum :) Była to gra na tyle mało wymagająca sprzętowo, że mogłem uruchomić ją na prawie każdym komputerze, który akurat miałem w zasięgu. To również gra, (oprócz ZUMY) która pojechała ze mną na „emigrację“ do Wielkiej Brytanii w roku 2007 i pozwalała zabijać czas w pracy i wieczorami gdy, akurat nie było nić lepszego do roboty.
Kolejne dwa tytuły z tej serii, które nie pozwalały mi całymi godzinami oderwać się od monitora to NFS UNDERGROUND I NFS MOST WANTED




Pojawił się oczywiście w międzyczasie jeszcze NFS UNDERGROUND 2 i choć oczywiście spędziłem przy nim kilka poważniejszych chwil, to chyba brak postępów, w pewnym momencie gry, zniechęcił mnie trochę do niej. Kilka razy wracałem do tego tytułu, ale nigdy nie udało mi się go ukończyć. 



Natomiast wspomniane NFS INDERGROUND I i MOST WANTED były tymi tytułami, z którymi spędziłem tyle czasu aby zobaczyć finał gry :) Pamiętam też zarwane noce przy Pierwszym Undergroundzie. Chciałem przejechać jeszcze tylko jedną trasę, żeby być pierwszy i zobaczyć jaka będzie następna, a kończyło się to tym, że przeszedłem kilka kolejnych, dokupując następne tuningowe elementy do samochodu i dopiero do snu nakłaniał mnie dźwięk budzika rodziców, którzy wstawali do pracy :) Coś co jeszcze przyciągało mnie do tej gry, to rewelacyjna ścieżka dźwiękowa, do dziś w pamięci mam takie przeboje z gry jak Storyof the Year - And the hero will drown, czy Static X - The Only i choć nie były zupełnie z „mojej bajki“ idealnie wkomponowywały się w to, co działo się na ekranie. Miałem wrażenie, że akurat te dwa „numery“ wpływają pozytywnie na moją jazdę samochodem w grze. Pewnie to tylko złudzenie, ale..... :)
Podobnie było z MOST WANTED, tyle tylko że, tu chciałem zdobyć kolejne kamienie milowe w karierze i stanąć do walki z kolejnym rywalem z listy :) Ścieżka dźwiękowa w tej grze, nie utkwiła tak bardzo mi w pamięci, jak możliwość włączenia trybu „spowolnienia akcji“ a la "bullet-time", który umożliwiał wykonanie karkołomnych manewrów, podczas pościgów policyjnych, niejednokrotnie umożliwiając ucieczkę z sytuacji prawie bez wyjścia.
Tak jak wspomniałem, ta gra również powodowała że kładłem się spać bladym świtem, a po południowym przebudzeniu, znów wracałem do rozgrywki.




Kolejne dwa tytuły z serii, czyli NFS CABON (z roku 2006) i PRO STREET (rok wydania 2007) choć oczywiście przeze mnie, jako fana serii, nie zostały pominięte, ale nie wciągnęły mnie tak bardzo, żeby spędzać z nimi całe noce. CARBON miał oczywiście wspomniany „bulet-time“ i tryb pomocy drużynowej, ale nie był tak grywalny jak MOST WANTED. Nigdy nie przepadałem również, w tej jaki i poprzednich częściach z serii, za trybem rozgrywki typu DRIFT. A w CARBONIE finalne rozgrywki kończyły się w ten właśnie sposób i to miało pewnie też znaczenie, dlaczego tytuł mnie nie wciągnął. PRO STREET był zupełnie czymś innym, czego nie znałem do tej pory w NFS. Spędziłem oczywiście nie małą liczbę godzin z tymi tytułami, jednak nie są to tak dobre tytuły, według mnie, jak NFS MOST WANTED czy UNDERGROUND I.

Kolejne lata spowodowały zmiany w moich platformach sprzętowych, ale wciąż był to PC, mocniejszy, wydajniejszy, ale wciąż PC-et. To czas kiedy już przeniosłem się do Warszawy. Wtedy to również, nastąpiła u mnie tzw. pierwsza fala RETRO. Zakupiłem w tym czasie kilka starych komputerów typu PC, na których wskrzesiłem kilka DOS-owych gierek, ale również zacząłem uzupełniać, a w zasadzie to tworzyć, swoją kolekcję gier z serii NEED FOR SPEED. Kupiłem na znanym portalu aukcyjnym pierwsze tytuły serii NFS i uruchomiłem je na wspomnianych DOS-owych Pecetach. Jednak nie porwały mnie one na tyle, żeby zgłębiać je dokładnie. To było bardziej coś na zasadzie ciekawości, co mnie kiedyś ominęło.




Kupiłem wtedy pudełkowe wydania pierwszego Need for Speed (z 1994 roku), pełny tytuł w/g Wikipedii to Road & Track Present: The Need for Speed, Need For Speed II (z 1997) i Need for Speed: Road Challenge (High Stakes). Oczywiście mam je do dziś, jako kolekcjonerskie zdobycze. Idąc za ciosem, uzupełniłem również bibliotekę, o pozostałe brakujące tytuły serii, choć w zasadzie tylko te, które zostały wydane na platformę PC. Na fali retro, to był również czas, kiedy znów powróciłem do tytułu NFS PORSCHE CHALLENGE i znów kilka nieprzespanych nocy związałem z trybem EVOLUTION, wspominając przy okazji czasy świetności tej gry.

Fala retro nie zakończyła ostatecznie na zakupie wspomnianych starych PC-tów (z procesorem PENTIUM 100) z najstarszym komputerem w tym zestawie, jakim był PC 486 (który mam do dziś w kolekcji), ale posunęła się jeszcze dalej w przeszłość i sięgnęła aż do ATARI 65 XE. 
Udało mi się wtedy również spełnić marzenie z przeszłości i w atrakcyjnej cenie (chyba 150 zł) kupiłem, nieosiągalne kiedyś, ATARI ST, a był to nawet 1040 STE z 4MB RAM-u, czyli w zasadzie topowy model tego komputera. Kupiłem go wraz z 12" monochromatycznym monitorem SM 124 i pokaźnym pudełkiem dyskietek. Wszystko oczywiście sprawne i działające. Jednak żonglowanie dyskietkami było czymś, co trochę mnie zniechęcało do retro grania. Z dostępnych na rynku wtedy rozwiązań zakupiłem dla małego ATARI moduł SIO2SD, a dla dużego STEfana system SATANDisk i cała biblioteka retro gier i programów, dla obydwu komputerów, trafiła na poręczniejsze w użyciu karty SD, których nigdy nie miałem potrzeby wyjmować z urządzenia (oczywiście poza pierwszym załadowaniem całej biblioteki gier). Komputery mam oczywiście do dziś, choć sporadycznie z nich korzystam. Gry retro, choć kiedyś przyciągały grywalnośćią na całe godziny, dziś troszkę się zdewaluowały. Ale oczywiście komputery zostaną ze mną.

Wracając jednak do NEED FOR SPEED. W kolejnych latach pojawiły się oczywiście kolejne tytuły w serii, a mianowicie NFS UNDERCOVER i NFS SHIFT.





UNDERCOVER według mnie, znów miał w sobie coś, z tych wcześniejszych wersji które potrafiły wciągnąć fabułą, oczywiście nie było tam zbyt dużych zmian, ale grywalność była zdecydowanie na wyższym poziomie niż w STREET czy w CARBON. Oczywiście to wszystko według moich subiektywnych odczuć i każdy może mieć zupełnie inne zdanie na ten temat.
NFS SHIFT to zupełnie inne podejście do tego tytułu, tu bardziej gra obiera kierunek symulatora, ale tak dobrze wyważonego, że nie czuć było, że czegoś brakuje w stosunku do poprzedników.
Znów odżyły czasy, gdy zarywało się noce, aby tylko zdobyć kolejne osiągnięcie, żeby wygrać w kolejnych wyścigach. Seria znów miała to coś, co cementowało  jeszcze bardziej moją postawę „fanboy-a” tej marki.

Z tego co pamiętam, to również były ostatnie dwa tytuły, w które zagrałem na Pe-Ce-cie. Choć byłem i jestem fanem marki NFS, to nie kupowałem wtedy gier "na premierę". Dopiero kiedy „opadł już kurz“ i opinie o grze się ustabilizowały, wtedy kupowałem ten tytuł. Oczywiście jakie by nie były złe opinie, na temat wydanej właśnie gry, ja i tak zawsze chciałem być w jej posiadaniu, no i oczywiście samodzielnie sprawdzić trafność tych opinii.

Rok 2010, a dokładnie nawet wrzesień 2010 roku, przyniósł ze sobą totalną zmianę platformy do gier, a także zmienił spojrzenie na ich temat. Pamiętam dokładnie tą datę dlatego, że to była data mojego ślubu, a platformę do gier kupiłem za pieniądze zebrane z tzw. „ślubnych prezentów” :)

Kupiłem wtedy XBOX 360 w wersji slim, która zadebiutowała w lipcu tegoż właśnie roku. Oczywiście sam XBOX 360 miał premierę 5 lat wcześniej, czyli w roku 2005. Nie do końca wiem co sprawiło, że zdecydowałem się na zakup konsoli, może to, że od tego właśnie 2010 roku, byłem już użytkownikiem "czarnego" MacBooka i wszystko co wiązało się z PC było według mnie złe. A że chęć grania w swoje ulubione Need For Speed-y, była duża, skończyło się to właśnie zakupem konsoli. Doświadczenie z Macbooka, że włączam i musi działać, zapewne miało też wpływ na to, że do grania została wybrana właśnie konsola. Doświadczenia z PeCetami tkwiły gdzieś w podświadomości, że nigdy nie można być do końca pewnym, czy gra akurat zadziała i czy platforma sprzętowa spełni wszystkie wymagania oprogramowania. Czy za chwilę, nie trzeba będzie zmieniać karty graficznej, czy dokupić więcej pamięci. Konsola była środowiskiem zamkniętym, z którym jak wspomniałem miałem do czynienia w pewnym rodzaju i na MacBook-u i za chwilę również na iPhonie i ta filozofia zaczęła mi odpowiadać. Dlatego też, stałem się posiadaczem konsoli do gier. Tak jak wspomniałem przesiadka na system, do którego oprogramowanie jest idealnie dopasowane, wszystko działa, tak jak zostało to wymyślone przez twórców oprogramowania, a to że mamy niższe rozdzielczości, czy jakieś inne parametry gry w stosunku do PeCeta, zupełnie mi nie przeszkadzało. A wręcz zachęcało do bezproblemowej, niczym niezmąconej rozrywki. Nowe podejście do grania, przy pomocy kontrolera, a nie myszki czy klawiatury, było dla mnie czymś nowym, ale pozytywnym. W końcu czułem że konsola i kontroler, to jest to, co zostało stworzone dla gracza. Czułem że tak powinno być w zasadzie od zawsze :)

Był co prawda etap w graniu na PC. gdzie używałem specjalnego kontrolera w postaci kierownicy i pedałów (LOGITECH WingMan Formula GP), oczywiście było to coś naturalnego przy graniu w gry typu NFS, to z czasem kierownica została porzucona, a w końcu sprzedana.
Z czasem na półce pojawiły się wszystkie możliwe, wcześniejsze wydania NFS na XBOX-a 360, a za chwilę pojawiły się kolejne tytuły premierowe, czyli NFS HOT PURSUIT (2010) oraz SHIFT 2 UNLEASHED(2011).




O ile NFS HOT PURSUIT kupiłem jeszcze w wersji pudełkowej, to ten ostatni tytuł posiadam już tylko w wersji cyfrowej. To nowe podejście do sprzedaży gier również mi odpowiadało. Choć oczywiście do dziś korzystam z pudełkowych wersji, to nie mam oporów przed kupnem wersji cyfrowych i jeśli nie jest to jakiś tytuł „retro“, kupiony w atrakcyjnej cenie na allegro, czy giełdzie komputerowej, to zdecydowanie częściej skłaniam się do kupowania w wirtualnym sklepie cyfrowe wydanie gry :)

Gra NFS HOT PURSUIT to remake tytułu z przed lat, niczym szczególnym w zasadzie się nie wyróżniała, ale grało mi się w nią całkiem dobrze, podobnie z Drugim SHIFT-em, również nawiązywał do swojego przednika, który co prawda odbiegał troszkę tematem od charakterystycznej linii NFS, to jednak nie tak daleko, aby nie grać w ten tytuł bez przyjemności. Gra realistycznie odwzorowywała wyścigi, a każdy z dostępnych samochodów miał charakterystyczne dla siebie właściwości jezdne.
XBOX 360 to również inne tytuły, nie tylko same NFS posiadałem w kolekcji. Był oczywiście jeszcze TEST DRIVE UNLIMITED I i II, czy FORZA MOTORSPORT czy HORIZON, ale pojawiły się wtedy również zupełnie inne gry, które również z czasem nabrały miana „tych ulubionych“. 
 




Mowa tu o FPS czyli First Person Shuter i na przykład seria Gears of War, które co prawda dopiero po zmianie platformy na nowocześniejszą, ukończyłem wszystkie części serii, ale grywalność w tego typu gry, oprócz ukochanych „jeździałek“ była coraz większa.




Zapomniałem jeszcze wspomnieć o jeszcze jednym tytule z serii NFS, który z racji braku fascynacji grami typu sieciowego, czy multi, a tym bardziej pay-to-play (a taka forma początkowo istniała) prawie wyleciał mi z pamięci. To jeszcze w ostatniej mojej fazie grania na PC pojawił się tytuł NFS World (2010), czyli granie z innymi „sieciowymi przeciwnikami“ w miastach stworzonych w stylu CARBONA i MOST WANTED. Nie pamiętam ile razy zagrałem w tę grę, ale pewnie można by było policzyć na palcach i to raczej jednej ręki. Z informacji znalezionych w internecie wynika że frekwencja innych graczy była tylko trochę wyższa od mojej, gdyż po 5 latach serwery zostały zamknięte i gra definitywnie przestała funkcjonować w lipcu 2015 r





Kolejne tytuły w serii to NFS THE RUN wydany w 2011, oraz kolejny remake serii czyli NFS MOST WANTED z 2012 roku i wydany rok później NFSRIVALS. O ile pierwszy z tych trzech tytułów przyciągnął mnie na tyle, żeby ukończyć grę w całości, o tyle kolejne dwa tytuły nie sprawiły już tego. Oczywiście nie ominąłem ich i spędziłem z nimi parę chwil przed ekranem telewizora z padem XBOX-a w ręku. Jednak nic szczególnego w nich nie znalazłem. NFS MOST WANTED, choć był remakiem bardzo dobrej gry, to nie miał już tego polotu, który był zawarty w poprzedniku. Choć grafika i efekty wizualne, ze względów technologicznych wyprzedzały swój pierwowzór, to sam klimat gry, ni jak nie miał się, do to tego nowego MOST WANTED. Podobnie było z NFS RIVALS która troszkę nawiązywała do serii gier HOT PURSUIT, gdzie również uczestniczyliśmy w konfrontacji kierowca-policjant. Jednak tak jak w nowym MOST WANTED wizualna otoczka i efekty, nie rekompensowały braków klimatu i samej grywalności. 


Na następny tytuł z serii Elektronicy kazali sobie poczekać kolejne dwa lata. Spowodowane było to tym, że gra została przygotowana na nową platformę sprzętową od Microsoftu czyli XBOX ONE



Oczywiście ja również wiedziałem że nowy tytuł z serii nieuchronnie spowoduje wymianę mojego parku maszynowego, ale tak jak wspomniałem wcześniej, nie jestem osobą wyczekującą z niecierpliwością na premierę tytułu. W końcu jednak sytuacja zmusiła mnie do zmiany swojego XBOX-a 360 na nowy XBOX ONE. Moja żona w prezencie, nie pamiętam już dokładnie, czy to na imieniny, czy urodziny, znając moją fascynację tą serią gier, obdarowała mnie nowym NEED FOR SPEED-em, a tym samym zostałem zmuszony do zakupu nowej konsoli, aby móc sobie w niego zagrać.



Po recenzjach na temat gry i po jej włączeniu, już wiedziałem że nie oderwę się od niej tak łatwo i znów kilka nocy z rzędu zostało przeniesione w nowy świat NEED FOR SPEED. Oprócz tego że nowa grafika zachwycała każdym detalem, sama rozgrywka również miała to coś, co było w starych tytułach, a czego zdecydowanie brakowało ostatnim RIVALS czy MOST WANTED. Grywalność znów wróciła na właściwe tory.


I tu w zasadzie powinna skończyć się historia serii NEED FOR SPEED, gdyż do dziś nie ukazał kolejny tytuł w serii, zapowiedziany jest NFS EDGE, ale dla mnie historia NFS ma ciąg dalszy, choć związany z przeszłością. 


C.D.N.

piątek, 17 marca 2017

Graczem od zawsze i EA Games Challenge Everything cz. 1

Graczem od zawsze i EA Games Challege Everything

Miałem zamiar rozdzieli te dwa tytuły i opisać każdy z nich i oddzielnie, ale myślę że na tyle bardzo się zazębiają, że postanowiłem jednak opisać te dwa „zjawiska“ razem.

GRACZEM OD ZAWSZE

Jedna z pierwszych gier nazwijmy ją „GRA VIDEO“, gdyż nie była to gra czysto komputerowa, jaką podpowiada mi moja pamięć, z którą pierwszy raz się to polska gra telewizyjna TVG-10 produkowana przez Wrocławskie Zakłady ELWRO, gdzie na ekranie telewizora przy pomocy obrotowych kontrolerów uderzało się kwadratową „piłeczkę“ prostokątnymi „paletkami“ . Był to zbiór kilku pochodnych gier tego typu, urozmaicony dodatkowo o pistoletowy kontroler, przy pomocy którego mogliśmy postrzelać do „latającego” po ekranie kwadratu. 


Gra Telewizyjna TVG-10



Taką grę miała moja ciocia z wujkiem mieszkający w Warszawie, którą to grę podczas spotkań rodzinnych wyciągano dla nas dzieci, zapewne żebyśmy się za bardzo nie nudzili, lub nie przeszkadzali podczas rozmów dorosłych przy stole.„Salonem gier“ z tego co pamiętam, była kuchnia, a super monitorem 12" telewizor turystyczny VELA

Pamiętam, że taka gra pojawiła się również u mnie w domu, nie na stałe, lecz była od kogoś pożyczona. 

Jeśli kogoś interesują wczesne gry telewizyjne i video znalazłem ciekawą stronę a to jest do niej link


Kolejną grą telewizyjną która pamiętam z czasów „przed-komputerowych” to „Gra w czołgi“. Nie pamiętam już dziś, ani producenta tego cuda, ani szczegółów technicznych, natomiast sama rozgrywka utkwiła mi dość głęboko w pamięci.

Tak jak wspomniałem, była to również gra telewizyjna, gdzie chodziło o wcześniejsze zniszczenie „czołgu“ przeciwnika, zanim on zniszczył nasz pojazd. Plansze do rozgrywki składały się, z różnego rodzaju przeszkód, za którymi można było się skryć i uniknąć pocisku przeciwnika. Jak już napisałem wcześniej, nie pamiętam, ani nazwy, czy chociażby producenta tego ustrojstwa, ale bardzo dobrze pamiętam kontrolery na „kręconych“ przewodach. 

W górnej części kontrolera znajdował się, taki jakby mały „joystick“, a poniżej spora ilość przycisków, prawie jak w ówczesnym kalkulatorze :)

Innym typem gier które pamiętam z dzieciństwa to tzw. „Ruskie jajeczka“ czyli „Nu Pagadi” i pochodne, typu „Kucharzyk“, „Ośmiornica“ czy „Wyścigi“.



Była to oczywiście produkowana przez radzieckie zakłady ELEKTORNIKA podróbka japońskich gier NINTENDO typu „Game & Watch” które zalały polski rynek pod koniec lat 80.
Ja, miałem pamiętam „Jajka“, a mój brat „Kucharzyka“, natomiast inne z tego rodzaju gier, pamiętam ze szkoły. To był istny „boom” na granie podczas przerw w szkole (dziś w zasadzie wygląda to podobnie tyle że dzieciaki używają smartfonów). Z perspektywy czasu to było pierwsze moje mobilne granie :) Telefony komórkowe i chociażby Nokio-wy „Wąż“ wtedy przecież jeszcze nie istniał :)
Pamiętam godziny spędzone nad ciekłokrystalicznym ekranem i łapanie jajek do koszyka, które staczały się z 4 kurzych grzęd na raz, przyspieszając przed każdym końcem złapanej pełnej setki jajek, a po 9 setce lecące jajka już nie zwalniały tempa dopóki licznik nie został „przekręcony” i by znów zacząć liczyć od zera.

Oj spędziło się dobrych parę chwil nad tą „gierką“.


Następne „cyfrowe“ gry z którymi miałem kontakt, to te w salonach gier. Pamiętam jak przed mój blok na osiedlu, przyjeżdżały różnego rodzaju „strzelnice“ czy „salony gier“ i tam za „metalowe“ monety, czy zakupione żetony, można było pograć na tradycyjnych fliperach, czy na automatach z grami typu "Pac Man", „Space Invaders“ czy „Donkey Kong“. Z całego osiedla schodziło się towarzystwo, spragnione cyfrowego grania. Ze względu na ograniczone fundusze, w tamtym okresie, zdecydowanie częściej byłem obserwatorem, rozgrywki innych, choć oczywiście zdarzało mi się „zainwestować“ żetony w jakąś grę. Nie miałem jakiś wybitnych osiągnięć i nieczęsto miałem okazję umieścić tzw. wpis (najczęściej składający się z 3 liter) na liście najlepszych. Częstą praktyką właściciela, było resetowanie automatu, a tym samym High Score-ów, co powodowało że zwycięzcy „poprzedniego dnia“ musieli od nowa udowadniać, że są tymi najlepszymi, a co za tym idzie ponownie ustanawiać swój rekord wrzucając kolejne monety czy żetony. 


Tak jak pisałem wcześniej, najczęściej „salony gier“ podjeżdżały pod mój blok, ale pamiętam jeden salon w moim mieście, który był salonem stacjonarnym. Był to niewielki blaszany pawilonik, w którym znajdowały się tradycyjne flipery i automaty takie jak wszędzie, natomiast był tam jeden automat, który u mnie wzbudzał szybsze bicie serca :) 

To symulator jazdy samochodem. Nie pamiętam niestety nazwy tej gry. Sama rozgrywka nie była skomplikowana, polegała na przejechaniu jak najdłuższego odcinka trasy, w określonym czasie, tak by nie uderzyć w „przydrożne“ barierki i wyrobić się na zakręcie. Ot cała filozofia gry, więc skąd to szybsze bicie serca? 

To nie był taki zwykły „pionowy“ automat z kierownicą. Oczywiście kontroler w postaci kierownicy był, wsiadało się do niego jednak jak do samochodu na fotel kierowcy, był pedał gazu i hamulca, lewarek do zmiany biegów, prawie zupełnie jak w standardowym samochodzie, ale pełni wrażeń dopełniało to, że podczas jazdy automat reagował na to co się dzieje w grze, czyli jeśli skręcaliśmy kierownicą, konstrukcja automatu przechylała nas siedzących w środku, podobnie chyba było z hamowaniem i przyspieszaniem, ale mogę się mylić. Doznawaliśmy wrażeń (oczywiście dobrze przerysowanych) jak byśmy jechali prawdziwym autem. To było coś czego wcześniej nigdzie nie widziałem. Zafascynowany tymi niecodziennymi wrażeniami, jeśli już, to właśnie w nim lokowałem swoje skromne wtedy fundusze. Pamiętam że jeszcze w czasie szkoły średniej czyli w latach 1991-96 stał ten „salon“ i zdarzało mi się czasem tam zajrzeć, gdy akurat nie udało mi się z jakiś niezależnych ode mnie zupełnie przyczyn, dotrzeć do szkoły :)

Kolejne gry to już czasy komputerów osobistych i wspomnianego na blogu „Od Atari do Macbook-a“ TIMEX 2048 u mojego sąsiada. 



Timex 2048

Niewiele tytułów pamiętam z tego okresy posiłkując się internetem znalazłem kilka których screeny utkwiły mi w pamięci. Były to między innymi: Chuckie Egg,(1984), Head Over Heels (1986), Jetpac (1983), Jet SetWilly (1984), Knight Lore (1984), Manic Minner (1983) Pyjamarama (1984), Saboteur (1986), Starquake (1985) czy Bomb Jack (1984). Dopiero gdy stałem się posiadaczem własnej ośmiobitowej platformy do gier w postaci ATARI 65 XE z magnetofonem pamiętam DIG-DUG-a , Ollie’s Follie’s, RIVER RAID, ROAD RACE, czy salonowy MOONPATROL. To były pierwsze moje ulubione gry. Ulubione bo wtedy jedyne posiadane :)


ATARI 65 XE z magnetofonem XC12

Pamiętam też sąsiedzkie turnieje w RIVER RAID, MOON PATROL, BLUE MAX-a czy WORD KARATE CHAMPIONSHIP oraz DECATHLON . Były to z reguły „gierki”, w które można było pograć szybko w parę osób, na zmianę lub w parach „na dwa joysticki“. Z czasem pojawiły się gry które samodzielnie przechodziłem w domowym zaciszu i które wymuszały spędzanie nad grą paru dobrych chwil, były to między innymi BOULDER DASH, ROBBO, FRED, MISJA czy HANSKLOSS. Jak widać były to zazwyczaj polskie produkcje, były oczywiście ogrywane podobne zachodnie produkcje np. BASIL, JET SETWILLY, PRELIMINARY MONTY (czyli MONTEZUMA REVENGE), DONKEY KONG, PITFALL czy ZORRO, ale w zasadzie oprócz ostatnich dwóch nie pamiętam żeby któraś wciągnęła mnie tak, żeby ją skończyć. Oczywiście gry wtedy były pisane zupełnie inaczej i nie wybaczały błędów, tak bardzo jak te dzisiejsze :) a bycie posiadaczem magnetofonu jako pamięci masowej do komputer i brak możliwości zapisu powodował czasem zniechęcenie, gdy po utracie ostatniego życia, trzeba było zaczynać wszystko od nowa. Pamiętam też że często, gdy gra na to oczywiście pozwalała, (gdy miała coś w rodzaju pauzy) zostawiało się włączony komputer na noc, żeby nie stracić tego co już się osiągnęło w grze i można było kontynuować rozgrywkę rano. Czasem jednak spadek czy zanik napięcia powodował, że znów trzeba było zaczynać grę od początku. Moim ulubionym rodzajem gier były platformówki, ale również może przez wspomniany symulator z salonu, gry w których jeździło się samochodami (nie nazwał bym ich jednak symulatorami jazdy). Nie było również na moją platformę sprzętową zbyt dużej ilości gier tego typu. Znaleźć można było POLE POSITION, PIT STOP, czy wspomniany wcześniej ROAD RACE (pełna nazwa to chyba nawet THE GREA AMERICAN CROSS-COUNTRY ROAD RACE) która (według Wikipedii) polega na nielegalnym wyścigu po USA, były to jednak raczej zręcznościówki niż symulatory. Ale to również mogło mieć wpływ na mój późniejszy ulubiony gatunek gier. Ale nie uprzedzajmy faktów. W tym czasie również obok grania na ATARI miałem możliwość poznać konkurencyjną platformę sprzętową, czyli COMMODORE 64 u mojego ciotecznego brata, jak również wciąż miałem dostęp do wspomnianego TIMEX-a 2048 u sąsiada mieszkającego na tym samym piętrze w moim bloku.


Zazdrościłem trochę wygodniejszego „wygrywania się” gier na COMMODORE z cartridgem BLAKBOX, ale nigdy nie brakowało mi gier które były dostępne wyłącznie na COMMODORE. Pierwszy problem udało się rozwiązać dzięki popularnemu wtedy systemowi TURBO 2000, a z czasem również czułem jakby większą satysfakcję że L.K AVALON , ASF czy inni Polscy producenci gier upodobali sobie właśnie ATARI jako główną platformę do pisania swoich produkcji. Z ich produkcji zapomnę AD.2044 czy KLĄTWY, KULTU, MIECZY WALDGIRA, których próżno szukać było na COMMODORE. To były ostanie już chwile platform 8 bitowych, ale satysfakcja pozostała. Z czasem mój brat zamienił swoje COMMODORE 64 na AMIGĘ, 500, a mi jako „fanboyowi“ pozostały tylko marzenia o zamianie ATARI 65XE na ATARI ST.


Amiga 500




ATARI ST

Szesnastobitowa platforma otwierała zupełnie nowe możliwości w świecie gier, nie tylko graficznie czy dźwiękowo, ale nawet w tak prozaicznej kwestii jak wczytywanie gier z nowego wtedy nośnika 3,5 calowej dyskietki. Odwiedzałem wtedy często ciotecznego brata, żeby móc pograć na „ślicznotce“. Niestety ograniczone czasowo wizyty, nie pozwalały mi za bardzo wejść w świat gier przygodowych, czy innych pochłaniających długie godziny grania. Ograniczałem się do tych w które można było pograć na szybko Super Frogg czy PinballDreams, Rainbow Island czy Jumping Jackson czy James Pond. Może dlatego ominęły mnie takie tytuły jak Secret of Monkey Island, Giana Sisters, Rick Dangerous, North and South, Lost Patrol, Gods, Defender of the Crown, Flashback, Shadow of the Beast, Another World czy inne tego typu gry, w które „zagrywał” się prze wiele godzin wtedy mój brat cioteczny. Za to wciągnął mnie inny tytuł z rodzaju tych moich ulubionych. Był to LOTUS TURBO CHALLENGE (w zasadzie wszystkie trzy części) czyli znów zręcznościowa „jeździałka“ samochodem (z bardzo dobrą muzyką ). Pamiętam że nie miałem sobie, równych wśród braci i ciotecznego i rodzonego z którymi urządzaliśmy sobie LOTUSOWE turnieje.

LOTUS TURBO CHALLENGE

Choć wizyty u brata spędzane na graniu na AMIDZE często trwały nawet kilka godzin, warunki nigdy nie pozwalały na wciągnięcie się w jakiś poważniejszy scenariusz na przykład jakiejś gry przygodowej. Najczęściej były to proste zręcznościówki czy nieskomplikowane platformówki. Choć w domu, na posiadanym wciąż ATARI, tak jak wspomniałem tego typu gry potrafiły mnie wciągnąć nawet na klika godzin porządnego grania. Przykładem może być polski MOZGPROCESOR który nie miał ani fajerwerków graficznych, ale miał na tyle wciągającą fabułę, że potrafił przykuć mnie do ekranu i klawiatury małego Atari na długie godziny. Oryginalną tę grę dostałem (pewnie w ramach jakiejś wymiany „za coś“) od sąsiada, który przez pomyłkę czy to w składaniu zamówienia, czy przez niedopatrzenie dystrybutora, zamiast otrzymać grę na swojego TIMEX-a dostał wersję na ATARI, więc i tak do niczego mu się by nie przydała, a mi zapewniła długie godziny intelektualnej rozrywki. Pamiętam, że był w niej też ciekawy mechanizm zabezpieczenia. W pewnym momencie gra zatrzymywała się i kazała wpisać jakiś konkretny wyraz (na przykład 3 wyraz w 10 linijce na stronie 8) z instrukcji obsługi dołączonej do oryginalnej gry. Oczywiście jeśli ktoś, oprócz skopiowania gry zkserował sobie również instrukcję obsługi, całe zabezpieczenie brało w łeb, ale to było chyba pierwsze z zabezpieczeń z jakimi się spotkałem wtedy w programach komputerowych.

Kolejne moje gry komputerowe związane były już z platformą PC. W czasie zajęć z informatyki, poza pisaniem programów w LOGO, czy nauce komend DOS-a, wolne chwile spędzałem grając w jakieś właśnie DOS-owe gry. Często jako jeden z pierwszych wykonałem zadanie z zajęć i w nagrodę mogłem sobie pograć na przykład w LEMMINGS (1991) PRINCE of PRESIA (1989) czy GRAND PRIX CIRCUIT (z roku 1988). Ta ostatnia to znów „jeździałka“ z tym że oponująca jednak do kategorii symulatora. Jeździliśmy po torze bolidem F1, nie pamiętam już dokładnie, czy można było sobie zmienić dowolnie widok, czy ten z pozycji kierowcy był jedynym możliwym, ale mieliśmy przed sobą kokpit z kierownicą i wskaźnikami ograniczającymi całkiem dobrze widoczność na drogę, oraz dwa lusterka po prawej i lewej stronie gdzie mogliśmy oglądać zbliżających się do nas oponentów. Jak dla mnie jednak za dużo było w tym jednak „symulatora“ niż „zręcznościówki“, dlatego może tytuł mnie nie porywał. Pewnie znaczenie w tej grze miało również to że grałem na czarno-białym monitorze i przy grafice składających się z pixelowych kresek wypełnionych różnymi rodzajami szarościami, nie do końca pozwalało się odnaleźć w przestrzeni, gdy przypadkiem „wyleciało się z toru”.
Zresztą aby „przejść” PRINCE of PERCIA również nie miałem dostatecznej ilości czasu podczas zajęć, nawet tych dodatkowych, a w domu nie miałem już niestety takiej możliwości żeby pograć w ten tytuł. Zresztą w tym okresie fascynowało mnie zupełnie co innego w komputerach, niż samo granie. Wolałem wgryzać się w tematy programowania, czy obsługi systemów (w zasadzie DOS-a). Choć te umiejętności, pozwalały mi niekiedy, znaleźć się na szczycie wśród najlepszych graczy, jednak osiągałem to nie samą rozgrywką, a modyfikacją odpowiedniego pliku w grze :) podmieniając nazwę zwycięzcy na własną :)

U mojego ciotecznego w tym czasie AMIGA ustąpiła miejsca PC-towi. Pamiętam że był to oryginalny IBM (dokładnie taki jak na obrazku).





Ale mnie bardziej interesowało jak zaprogramować pojawiające się logo IBM przy starcie systemu, niż jakieś granie :) choć miałem wtedy grę, w którą lubiłem pograć na tym sprzęcie. STUNTS czyli znów jeździliśmy samochodem. Tradycyjnie też niewystarczająca ilość czasu przy korzystaniu z nieswojego komputera znów ograniczały moje możliwości w poznawaniu wciągających w fabułę tytułów, więc generalnie grałem proste gierki i jedną z takich był właśnie STUNTS czy seria TEST DRIVE.

Kolejne 10 lat od 1996 roku, choć niosące za sobą chyba najszybszy rozwój i technologii video gier, pojawienie się prawdziwych konsol, grafiki 3D i wspierających ją kart graficznych, jak również samych gier w zasadzie zupełnie mnie ominął. Z tego okresu utkwiło mi to w pamięci, że gdy chodząc do kafejek internetowych widziałem sieciowe potyczki w gry typu Doom-a, Quake-a, czy CS-a, ale sam jakoś nigdy się w to nie „wkręciłem”. Zresztą do dziś w grze bardziej interesuje mnie tryb Single Player niż Multi.

Tak jak wspomniałem, rozwój technologii gier, konsole czy inne tego typu media prawie całkowicie mnie ominął. Oczywiście sporadycznie pojawiła się możliwość pogrania gdzieś na jakimś PC-ecie, czy konsoli PEGASUS, ale sam byłem daleki od posiadania tego typu sprzętu. Dopiero gdy stałem się użytkownikiem Laptopa mojej ówczesnej dziewczyny (rok 2002) wcześniej jej stacjonarnego PC-ta (2000) a potem swojego własnego blaszaka (rok 2005) zaczęły pojawiać w Menu Start jakieś gry.

Oprócz dwóch poważniejszych tytułów, które pamiętam czyli MAX PAIN II czy MAFIA to były raczej proste niezabierające zbytnio czasu gry. Pamiętam również RALLY CHAMPIONSHIP z trybem dzielonego ekranu i głosem Krzysztofa Hołowczyca, który ostrzegał nas przed zbliżającym się zakrętem. Ale wtedy również pojawił się tytuł,a w zasadzie seria tytułów, które zmieniły mnie, z czasem, w fana gier jak i samej marki NFS i Electronic Arts:)
Była to seria NEED FOR SPEED i tu pojawia się EA GAMES CHALLEGE EVERYTHING.


C.D.N. 

W kolejnej części opowiem historię mojej ulubionej serii NFS i nie tylko.