wtorek, 8 sierpnia 2017

Historia (nie tylko moich) iPad-ów cz.1

Miałem napisać o moim nowym iPadzie zaraz po jego zakupie, czyli 8 lipca, ale jak to z reguły bywa, zawsze coś stawało na przeszkodzie i rozciągnęło się to trochę w czasie. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i teraz będę mógł napisać o tym, jak używa się nowego iPada z perspektywy kilkutygodniowego posiadacza :)
Jego poprzednik, iPad 2 generacji był ze mną od maja 2013 roku. Zakupiłem, a raczej wylicytowałem  używanego w komplecie z klawiaturą i dedykowanym etui, na znanym portalu aukcyjnym, za niezbyt wygórowaną cenę. :) a teraz po 4 latach, został wymieniony na nowszy model. Nie na najnowszy model iPad-a "konsumenckiego", czyli  iPad 9.7" (2017), również nie na żadnego iPada Pro, ani na 12.9 calowego "lotniskowca", czy 10.5 calowego "Baby Pro", lecz na wcześniejszy model - iPada Air 2 generacji.

Dlaczego na ten model... wyjaśnię szerzej w dalszej części tekstu. Natomiast jest to dobry moment, aby opisać moją "współpracę" z tym urządzeniem przez te 4 lata. W jaki sposób ja z niego korzystałem i dlaczego zdecydowałem się kupić znów kolejnego iPada. 
W zasadzie to wyszła mi z tego dość obszerna historia iPada, postanowiłem więc, dla komfortu czytania  podzielić tekst na kilka część. Zapraszam zatem na pierwszą część o iPad-ach.

iPad

Pamiętam, gdy w roku 2010 zrobiło się głośno w mediach po konferencji Apple, na której Steve zaprezentował światu zupełnie nowe urządzenie z logo nadgryzionego jabłka.


Choć oczywiście iPad nie był pierwszym tabletem na świecie, a przed nim wiele firm próbowało wdrożyć tego typu produkt, to podobnie jak w przypadku iPhone-a, iPad zmienił znów postrzeganie tabletów i zdobył uznanie użytkowników.
Wtedy rynek w zasadzie należał do netbooków, czyli małych energooszczędnych "laptopów", z gorszymi parametrami, najczęściej "napędzanymi" procesorami Intel Atom, nadającymi się w zasadzie tylko do podstawowych zadań. Przeglądania internetu i odbierania poczty :)

W tym czasie moja żona, posiadała taki właśnie "komputer" do podstawowych zadań  - białego MSI WIND U100 (mam go zresztą do dziś) i dla niej w zasadzie był wystarczającym narzędziem nawet do pracy. Nie potrzebowała Gigaherców i super wydajności. Potrzebowała komputera niewielkich rozmiarów (woziła go do pracy w swojej torebce), do przeglądania internetu  czy  pisania dokumentów tekstowych, oraz robienia prezentacji w Power Point. Dla niej netbook sprawdzał się wręcz idealnie. Choć był one traktowane jako "maszyny" pomocnicze, a nie podstawowe narzędzie do pracy, które nadal miały pełnić stacjonarne blaszaki, czy wydajniejsze "pełnoprawne" laptopy. Jej do pracy tego typu komputer w zupełności wystarczał.
Pomysł samego tabletu, nie był zresztą tak świeży jak by się mogło to wydawać. Pracę nad tego rodzaju urządzeniami rozpoczęto już w latach 80 ubiegłego wieku, a być może jeszcze wcześniej.
W latach dziewięćdziesiątych XX wieku, czy w pierwszej dekadzie XXI wieku, znane były urządzenia typu Palmtop (PDA - Personal Digital Assistant), czy Pocket PC, pracujące najczęściej pod kontrolą  systemu Windows Mobile, czy wcześniej Palm OS.

Palmtopy


                                
Pocket PC

Jako ciekawostkę, znalazłem w internecie artykuł o tablecie podobnym do współczesnych urządzeń z roku 1994, nie wszedł on jednak nigdy do produkcji z powodu ograniczeń technologicznych w tamtym okresie czasu. (Link). 

Prawie dekadę wcześniej czyli w roku 1983 Steve Jobs również posiadał wizję takiego mobilnego urządzenia. Na konferencji w Center of Design Innovation wygłosił taką oto tezę:
"Strategia Apple jest wyjątkowo prosta. Chcemy upchnąć wspaniały komputer do formy książki, którą będziesz mógł nosić wszędzie ze sobą. Książki, którą nauczysz się obsługiwać w dwadzieścia minut. Pragniemy zintegrować z tym urządzeniem system komunikacji bezprzewodowej, byś nie musiał go do niczego podłączać, aby zachować kontakt ze światem i innymi komputerami".

Jednak zdawał on sobie sprawę, że stworzenie takiego urządzenia nie było wówczas możliwe i że to dopiero "pieśń przyszłości". Przypuszczał, że uda się to w ciągu najbliższego dziesięciolecia. Jednak spełnieniem swojego marzenia mógł podzielić się ze światem dopiero 27 stycznia 2010 roku, czyli po 27 latach.

W swojej historii Apple posiadało jednak tego typu produkt dużo wcześniej, był to NEWTON - MessagePad , który powstał w 1993, czyli po 10 latach od wygłoszonej tezie Jobsa, powstał on jednak podczas "nieobecności Steve-a w firmie" i który po jego powrocie, został "zakopany na zawsze". Oficjalnie za likwidacją NEWTONA stały finanse, ale równie prawdopodobne jest to, że Steve choć zainteresowany mobilnymi urządzeniami tego typu, nie do końca "darzył go osobistą sympatią". Po części dlatego pewnie, że był to ukochany produkt Johna Sculley-a, który to doprowadził do odejścia Steve-a z Apple, a po części za rysik. Jak mawiał Jobs - "Rysik???? - Bóg dał nam dziesięć rysików, nie wynajdujmy jeszcze jednego" (ciekaw jestem co dziś Steve powiedziałby na Apple Pencil).


Tablet wciąż znajdował się na liście marzeń Jobsa, lecz jego bezkompromisowe podejście nie pozwalało wypuścić urządzenia które "jako tako trzymałoby się kupy". Johny Ive wspominał  o wczesnych wcieleniach iPada w roku 2004, ale taki tablet po prosu nie mógł powstać tak wcześnie - "Steve życzył sobie dużego dotykowego ekranu, który nie potrzebowałby rysika, wysokiej mocy obliczeniowej  oraz długiego czasu pracy".

Gdy w roku 2005 Apple kupiło firmę Fingerworks, która rozwinęła technologię Multi Touch dopiero wtedy tak naprawdę technologia pozwoliła pozbyć się wszechobecnych wtedy rysików. Po spektakularnym sukcesie iPhone-a w 2007 roku,  który wykorzystał właśnie tę technologię, kolejnym krokiem było wprowadzenie na rynek czegoś pomiędzy smartfonem, a komputerem przenośnym. Tym czymś był właśnie iPad.

Urządzenie posiadało dotykowy ekran IPS z obsługą technologi Multi Touch, o przekątnej 9,7 cala i rozdzielczości 1024 x 768. Było "grube" na pół cala (1,27 cm) i ważyło 1,5 funta (680 gram) . Jego "sercem" był procesor  Apple A4 (który chwilę później trafił do iPhone-a 4) taktowany zegarem 1.0 GHz, oraz posiadał 256 MB pamięci RAM. iPad miał wbudowany akcelerometr, kompas, GPS, mikrofon, bluetooth i WiFi (również modem 3G). Do ładowania i podłączenia peryferiów (na przykład klawiatury) urządzenie posiadało standardowe dla urządzeń Apple, 30-pinowe złącze. iPad dostępny był z 16GB, 32GB lub 64GB pamięci wewnętrznej FLASH, oraz posiadał akumulator pozwalający na pracę do 10 godzin na jednym ładowaniu. Pracował pod kontrolą systemu iOS specjalnie dopasowanego do potrzeb tabletu.
W założeniu iPad miał łączyć w sobie wszystkie korzyści smartfona i laptopa i miał być lepszy od obu do konsumpcji treści. Umożliwiał przeglądanie sieci (Safari), wysyłanie e-maili, oglądanie zdjęć i video, słuchanie i kupowanie muzyki (iTunes), planowanie czasu za pomocą kalendarza i modułu kontaktów, oraz korzystania z map (wtedy  jeszcze Google Maps) i nawigacji, oraz czytania i kupowania ebooków (iBooks z iBooks Store) czy grania w gry. Podczas prezentacji urządzenia pokazano gry N.O.V.A (Gameloft) i Need For Speed Shift (EA) oraz ciekawą aplikację do malowania Brushes.
Dla bardziej "wymagających" iPad otrzymał pakiet iWork czyli "centrum biurowe", umożliwiające tworzenie dokumentów tekstowych w Pages, czy arkuszy w Numbers, ale również pozwalało na bezproblemowe wyświetlanie zawartości prezentacji z KeyNote za pomocą projektora.
Apple udostępniło developerom pakiet iPhone SDK, aby móc rozbudować możliwości urządzenia za pomocą dodatkowych aplikacji oferowanych w AppStore.
A to wszystko za 499$. Steve podczas prezentacji powiedział - "Chcemy by iPad trafił do rąk naprawdę wielu osób. Z tego powodu najniższa cena urządzenia wyniesie nie 999 dolarów, ale tylko 499 dolarów".
iPad pojawił się w sprzedaży w USA 3 kwietnia (a 27 dni później model z modemem 3G). Do wybranych krajów w Europie trafił pod koniec maja, natomiast na polską premierę trzeba było poczekać do 30 listopada 2010. Z informacji znalezionych w internecie amerykańskie 499$ za iPada 16GB WiFi, przy kursie średnim NBP 3,20 zł, w Polsce dziwnym trafem wynosiło 2099 zł (link).

Gdyby takie urządzenie pojawiło się dosłownie kilka lat wcześniej, powiedzmy w momencie premiery iPhone-a, czyli w 2007  roku, moje zapotrzebowanie na nie było by o wiele większe. Nie posiadałem "własnego" internetu i korzystałem z ogólnodostępnych hot-spotów WiFi (najczęściej w Empiku), mobilność mojego ówczesnego laptopa ACER ASPIRE 1362, była dość umowna, za to telefon mało wygodny w obsłudze internetu, do tego poruszałem się z reguły komunikacja miejską, a w pracy dostęp do komputera miałem dość ograniczony, więc zawsze musiałem iść ze sobą na jakiś kompromis :)

W roku 2010 kiedy pojawił się "pierwszy iPad", tak jak wspomniałem wcześniej, moja żona używała z powodzeniem i w pracy i w domu netbooka MSI U100.  Posiadał on 10" ekran LCD o rozdzielczości 1024 x 600 pikseli z podświetleniem LED. Jego sercem był procesor Intel Atom N270 taktowany zegarem 1,6 GHz, a grafika to Intel GMA 950. Pamięć RAM dla polepszenia komfortu pracy rozbudowana została do 2048 MB DDR 2, gdyż standardowo wkładano 1024 MB. Netbook posiadał LAN, WiFi, Bluetooth 2.0, czytnik kart (4 in 1), kamerę 1,3 MPx, mikrofon, złącza USB oraz wyjście na dodatkowy monitor w standardzie VGA. Sześciokomorowa bateria (standardowa była trzykomorowa) pozwalała na pracę do 7 godzin. Producent instalował w nim default-owo leciwego już wtedy Windowsa XP SP3, ale trzeba przyznać, że pod tym systemem komputer pracował dość sprawnie. 
Ja do pracy z dźwiękiem potrzebowałem jednak pełnoprawnego komputera. Po wieloletniej "przygodzie" z Windows-ami, za namową mojego brata zmieniłem wtedy "blaszanego" PC-ta na Macbooka. Wcześniej używałem "mało mobilnego" i dość leciwego już wtedy laptopa do "konsumpcji treści", oraz do pracy stacjonarnego "potwora" PC i  w zasadzie te dwa urządzenia zastąpił mi jeden czarny Macbook. A gdy poznawałem Mac OS X  coraz bardziej przekonywałem się do urządzeń  "firmy sadowniczej" jak mawiał Forrest Gump :)
Z iOS-em nie miłem jeszcze wtedy zupełnie styczności. Wiedziałem jak "to" działa w teorii, ale dopiero za jakiś czas zmieniając swoją Nokię 5800 (do obsługi której używało się plastikowego rysika) na swojego pierwszego w życiu iPhone 4, poznałem czym tak naprawdę jest ten system. Dla mnie to było nowe doświadczenie i choć posiadał on co prawda (wtedy, choć dziś pewnie też) w moim odczuciu pewne ograniczenia, w stosunku do "pełnych" i  "myszkowych" systemów, ale komfort pracy "palcami", aplikacje i mobilność rekompensowały je wszystkie.
Co prawda laptop był wtedy dla mnie optymalnie mobilnym urządzeniem, gdyż zmieniłem komunikację miejską na samochód. Internet "w kieszeni" dzięki modemowi 3G, dawał mi również prawie pełną swobodę, więc iPad wtedy, nie był dla mnie urządzeniem "pierwszej potrzeby".
To wszystko sprawiło że w 2010 roku nie do końca widziałem iPada dla siebie, choć pewnie znalazłbym dla niego  jakieś zastosowanie, to jeszcze była kwestia ceny. MSI Wind U100 kosztował wtedy ok 1300 zł, a za iPada trzeba było zapłacić ponad 2 tysiące, to tyle mniej więcej kosztował mnie wtedy używany Macbook. Nie jestem również użytkownikiem typu "day one", wolę aby "świeże" pomysły wyrosły z "wieku dziecięcego" (jakim były brak kamery, czy brak obsługi Adobie Flash-a). Chciałem zobaczyć również w jakim kierunku iPad "pójdzie", jak będzie się rozwijał i czy przyjmie się w środowisku.
Jak się okazało, nowe urządzenie przyjęło się rewelacyjnie. Pierwszego dnia iPad trafił do ponad 300 000 nabywców, a do końca roku korzystało z niego już 15 milionów osób. Co przerosło w zasadzie wszelkie oczekiwania analityków. W okolicach premiery iPada, zaczęły pojawiać się również tablety z Androidem (między innymi  Samsung Galaxy Tab o przekątnej ekranu 7"), jednak nie zostały one tak ciepło przyjęte ze względu na system Android 2.2 Froyo, który był żywcem przeniesiony z telefonów i nie dawał nic więcej. System wyglądał i działał tak samo, wszystko było po prostu większe. 

Dopiero z czasem Google dostrzegło problem oraz oczekiwania użytkowników (rok po premierze iPada) i przy współpracy z Motorolą stworzyli pierwszy tablet z prawdziwego zdarzenia MOTO XOOM z Androidem 3.0 Honeycomb. Który nie był dostępny na smartfony, a jedynie na tablety i w końcu zaczął wykorzystywać większą przestrzeń ekranową. 


To spowodowało że do wyścigu z iPadem zaczęli dołączać kolejni giganci, chociażby wspomniany Samsung, Motorola czy Lenovo i choć za chwilę oferta tabletów z Androidem poszerzyła się o tablety setek różnych firm, to iPad nie oddał swojej dominującej pozycji. Jego system choć stworzony w oparciu o iOS dla telefonu, był dopracowany i dopasowany do iPada pod każdym względem.


C.D.N. 



czwartek, 27 lipca 2017

Graczem od zawsze cz.6 - Suplement do Mafii, czyli Mafia III Rivals

Ostatnio podczas pisania na blogu o grach z seri Mafia, trafiłem w internecie na informację że równolegle z Mafią III, na PC i konsole, została wydana również mobilna Mafia III - Rivals na urządzenia z iOS i Androidem.



Nigdy nie byłem fanem grania na smartfonie, o czym pisałem już wcześniej w cyklu Graczem do zawsze i EA Games Challenge Everything i nawet wcześniej gry z serii NFS czy teraz Mafia nie zmieniły mojego podejścia do tego typu rozgrywki :)


Tak jak wspomniałem Mafia III Rivals została wydana w październiku 2016 roku, równolegle "dużą" Mafią III przez 2K Games, natomiast firmą developerską która odpowiedzialna jest za napisanie tej mobilnej wersji Mafii, jest Cat Daddy Games

Akcja gry podobnie jak w Mafii III, rozgrywa się w latach 60 ubiegłego wieku, w fikcyjnym mieście New Bordeaux (wzorowanym na Nowym Orleanie) i choć spotkamy tu wiele postaci z trzeciej Mafii, jak Vito Scaletta czy LincolnClay, to oprócz realiów dzielonych z "dużą siostrą", jest to zupełnie inny rodzaj rozgrywki. To bitewny RPG, w którym rozgrywka polega głównie na toczeniu walk pomiędzy grupami gangsterów, a my wcielamy się w ambitnego szefa jednego z gangów, którego celem jest stworzenie mafijnego imperium i przejęciem kontroli nad całym miastem. 




Jak na RPG-a przystało, zajmujemy się również werbowaniem kolejnych podwładnych i rozwijaniem ich umiejętności, za pomocą zdobywanych punktów doświadczenia. Wygrane bitwy między gangami przynoszą nam również łupy, które pozwalają na nabywanie coraz lepszego uzbrojenia i poszerzania ekwipunku. Za zdobyte łupy możemy kupować między innymi broń palną, noże, kastety, kamizelki kuloodporne czy nawet samochody.


Oprócz rozgrywki z "inteligencją" gry, mamy również do wyboru szranki z innymi realnymi graczami, gdzie stawką są dodatkowe cenne nagrody, jak również pozycja w rankingach. Jeśli chodzi o samą mechanikę gry, to podczas bitwy między gangami, nie mamy tu możliwości sterowania ruchami gracza, a jedynie możemy wybrać kto kogo zaatakuje i za pomocą czego :) 




Ci bardziej uzbrojeni, oczywiście zadają większe obrażenia przeciwnikowi. Sama rozgrywka jest dość nudna i powiela w zasadzie ciągły schemat, który sprowadza się do wyboru naszego gangstera, wyboru przeciwnika, następuje sekwencja walki i po chwili oczekujemy na ruch naszego przeciwnika, który również wybiera kogo i kim zaatakuje. I to tyle, po kilku rundach mamy wrażenie że robimy wciąż dokładnie to samo 



Rozgrywkę wzbogaca dodatkowo element strategiczny. Wygrywając kolejne bitwy przejmujemy kontrolę nad kolejnymi sektorami miasta, jak również zlokalizowanymi tam różnorodnymi biznesami co ma wpływ na zdobywanie kolejnych pieniędzy, jak rownież dodatkowych bonusów. 
Grafika nie jest oczywiście taka, jak w "dużej" Mafii jednak robi dobre wrażenie wizualne, Na początku mamy ładną sekwencjęfilmową, wprowadzającą nasz szybko w klimat gry, a potem widzimy już tylko skrawek ciemnej uliczki i stojące na przeciw siebie gangi, gotowe do walki. Całości dopełnia wpisująca się w klimat rozgrywki muzyka oraz ciekawe dialogi prowadzone w komiksowej formie. 







Oczywiście jak w tego typu grach, nie obyło się bez mikropłatności :) Gra jest do pobrania za darmo, więc na czymś trzeba zarobić :) Bez korzystania z nich,  czuć że jesteśmy blokowani w rozwoju podczas gry. Dotyczą one ulepszania postaci, dzięki czemu możemy szybciej i skuteczniej pokonywać wrogów. Oczywiście ulepszeń postaci możemy dokonywać poprzez znajdźki, jednak w grze jest ich bardzo mało i od razu widać że nie płacąc, mamy mniejsze szanse na szybki rozwój. 

Tak jak wspomniałem wcześniej gra jest dość nudna i schematyczna. Zupełnie nie wciągnęła mnie ani "mafijnym" klimatem, ani rozgrywką. Pograłem w nią kilka razy i znudziłem się. Nigdy w zasadzie nie byłem tez fanem RPG-ów, a może również moje nastawienie do grania na iPhonie, czy w tym przypadku iPadzie miało na to wpływ, ale myślę że spore "zasługi" ma tu sam rodzaj dość monotonnej rozgrywki. 
Według mnie nie jest to "ta prawdziwa" Mafia która ma swój urok i klimat. To prosta i niewymagająca gra, na smart urządzenia, która bazując na swojej "dużej" siostrze ma generować dodatkowe zyski wydawcy poprzez mikropłatności. To gra dla tych, którzy mają  do zabicia trochę czasu w pracy czy podczas urlopu na plaży, dłużącej się podróży, czy na przykłada w kolejce do lekarza :) 

27.07.2017










niedziela, 16 lipca 2017

Graczem od zawsze cz.5 - Mafia

Ostatnio udało mi się znaleźć chwilę wolnego czasu, aby móc usiąść z padem w ręku i poczuć się jak kiedyś, gdy włączając wieczorem konsole (lub jeszcze w latach wcześniejszych komputer) patrzyłem, jak za oknem powoli wstaje dzień. :) Dziś to w zasadzie jedyna możliwa pora na granie, gdyż przez cały dzień po domu biega 16 miesięczny brzdąc, absorbując sobą wszystko i wszystkich dookoła. Ale wróćmy jednak do gier.
Uzbierała się spora ilość tytułów i na XBOX-a ONE i jeszcze te, w które zawsze chciałem zagrać na XBOX 360. A seria o której mam zamiar napisać "ciągnie się" w zasadzie przez wszystkie XBOX-y - MAFIA. To o niej chciałbym napisać świeżo po ukończeniu trzeciej części Mafii na XBOX ONE.

Graczem od zawsze cz. 5 - seria MAFIA


Z pierwszą MAFIĄ zetknąłem się jeszcze na PeCecie i już wtedy gra zrobiła na mnie niesamowite wrażenie swoim klimatem, fabułą, grafiką czy samą akcją. Pamiętam jak kilka nocy  z rzędu zostało zarwane, aby móc wykonać jeszcze jedno zadanie przed snem, by zobaczyć co będzie dalej. Nie wiele gier to potrafiło, poza serią Need For Speed, o której pisałem w poprzednich częściach cyklu - Graczem od Zawsze. A jednak Mafia to potrafiła.




Pierwsza Mafia: The City of Lost Heaven, została wydana przez czeskie studio Illusion Softworks (potem 2K Czech) w roku 2002, właśnie w wersji na PC, a do mnie trafiła niedługo później. Mafia to trzecioosobowa gra akcji, gdzie trójwymiarowy świat Ameryki lat 30-tych XX wieku, widzimy zza pleców głównego bohatera którym jest początkujący gangster Tommy.



To co najbardziej urzekło mnie w Mafii to niespotykany dotychczas w grach, jej klimat. Sama rozgrywka to "zwiedzanie", zresztą według mnie bardzo dobrze odwzorowanego gangsterskiego miasta i wykonywanie kolejnych misji fabularnych.

W grze mamy również ciekawy tryb rozgrywki tzw. Jazda Swobodna (Free Ride) w której to do dyspozycji otrzymujemy całe miasto i możemy w nim, tak naprawdę robić co nam się podoba. Możemy być taksówkarzem (zresztą od tego zawodu zaczynamy naszą grę fabularną), gdzie naszym celem jest dowiezienie zabranego z ulicy pasażera w określone miejsce w mieście, w odpowiednim czasie.



Aby jednak w ogóle zacząć pracę "na taksówce" trzeba ją sobie, jak na gangstera przystało najpierw ukraść :) Po zakończonym kursie otrzymujemy za wykonanie usługi oczywiście pieniądze które przydadzą nam się na mandaty, pokrycie kosztów leczenia, naprawę samochodu, czy zakup broni. Całkiem nieźle możemy również zarobić na łamaniu przepisów ruchu drogowego. Udajemy się samochodem na przedmieścia i tam możemy uskuteczniać szaleńczą jazdę z dużą prędkością, a im szybciej będziemy jechać tym więcej pieniędzy wpłynie na nasze konto. 


Możemy również zarabiać wdając się w walkę z innymi gangsterami przemierzającymi w samochodach miasto Lost Heaven. Wystarczy w nich uderzyć lub strzelić w nadjeżdżający specyficznie wyglądający czarny samochód (oznaczony również pomarańczowym kolorem na naszym radarze) by rozpoczęła się jatka. Oczywiście można nieźle na tych "wojnach ulicznych" zarobić, jednak jest to obarczone sporą dozą ryzyka i zabicia nas :) Kolejną ciekawą opcją w tym trybie na zarobienie pieniędzy, jest "niszczenie mienia" w postaci samochodów. Gdy doprowadzimy do wybuch samochodu ( na przykład solidnie go ostrzeliwując), należy jednak brać pod uwagę to że nie specjalnie to się może spodobać Policji. 

To niektóre ciekawe możliwości tego trybu Mafii. Free Ride to w zasadzie ulubiona rozgrywka mojego brata, który choć nie jest fanem grania, potrafił całkiem spore ilości czasu przeznaczyć na "granie" w jeździe swobodnej. 


Wracając do fabularnej czę ści gry. Rozgrywka, tak jak wspomniałem wcześniej polega na wykonywaniu zadań, które nie do końca są legalne, w ten sposób wspinając się po szczeblach mafijnej kariery. Mamy pościgi, strzelaniny, rabunki, ale są też wątki które mi najbardziej w grze przypasowały czyli wyścigi samochodowe. 


Generalnie w grze całkiem sporo jeździ się samochodem, najpierw będąc wspomnianym taksówkarzem wozimy ludzi po mieście, w kolejnych misjach jedziemy na miejsce akcji, a to trzeba coś gdzieś dostarczyć z jednej części miasta do drugiej. Pamiętam, że grając w grę często z bratem robiliśmy misje fabularne naprzemiennie, te w których głównym zadaniem była jazda samochodem wykonywałem ja, natomiast tymi bardziej do postrzelania zajmował się brat. I tak mijały nam dobre godziny spędzone z Mafią. 

Na uwagę zasługuje również muzyka w grze, idealnie wpisująca się w klimat oraz dopasowana do miejsca i  okresu w którym toczy się akcja, czyli do Ameryki lat 30-tych XX wieku. Oprócz skomponowanego przez Vladimira Simunka głównego motywu gry , znajdziemy tu również utwory Django Reinhardt-a, Louis-a Prim-a czy The Mills Brothers. Gdy poruszamy się po mieście w trybie swobodnej jazdy, każda dzielnica ma przypisaną muzykę, ponadto każda misja fabularna posiada swoją muzykę. Pełna lista utworów z Mafii I znajdziemy pod tym linkiem.
Twórcy również przyłożyli się do grafiki i wygenerowania tętniącego życiem miasta Lost Heaven i to wszystko razem z tworzyło ten nieznany mi dotychczas i wciągający klimat gry.




Wielokrotnie wracałem do tego tytułu, gdyż na kolejny musiałem poczekać do czasów mojego XBOX-a 360, czyli do roku 2010. W tym właśnie roku została wydana przez 2K Games druga część Mafii, za którą odpowiedzialni są ci sami twórcy, co części pierwszej.


Druga część dzieje się w latach 40-tych i 50-tych XX wieku i choć znajdziemy kilka odwołań do poprzedniej części, mamy tu zupełnie inną historię. Jej głównym bohaterem jest niejaki Vito Scaletti, który wraz z rodzicami poszukujących w Ameryce lepszego życia emigruje z Włoch na początku ubiegłego wieku. Okazuje się jednak, że życie w "raju za oceanem" nie jest do końca takie jakiego oczekiwali Scalett-owie, ledwo wiążą koniec z końcem. Dorastający Vito, wraz z kumplem z podwórka Joe Barbaro, zaczęli popełniać drobne przestępstwa. W trakcie jednego z włamań "młodociani przestępcy" zostali złapani na gorącym uczynku i jak to z reguły bywa, Joe-owy udało się umknąć policji, natomiast Vito wpadł w ręce stróżów prawa. Dostał jednak propozycję nie od odrzucenia - zamiast odsiadywać wyrok, mógł zamienić go na służbę w armii Stanów Zjednoczonych, podczas działań w Europie. 



Vito trafił do Włoch (walcząc po stronie aliantów w zasadzie ze swoimi rodakami) i tam jako żołnierz radziło sobie wyśmienicie, jednak jego zapowiadającą się wojskową karierę przerwała ciężka rana. Na szczęście w jednym jeszcze kawałku, choć mocno poraniony trafił do szpitala, gdzie dochodził do zdrowia, aż w końcu lekarze postawili go na nogi. Po wyjściu ze szpitala Vito został uhonorowany medalem i otrzymał miesiąc wolnego. Postanowił spędzić go w rodzinnym Empire Bay (wymyślone w grze miasto wzorowane na Nowym Yorku). Po powrocie dowiaduje się od swojej siostry, że rodzina ma długi i wraz ze swoim dawnym kompanem Joe Barbaro z braku większych możliwości zarobienia szybko dużych pieniędzy wkracza na drogę przestępczą. I tu zaczyna się prawdziwa akcja gry, zaczynają się kradzieże, porwania, zabójstwa i ucieczki co skutkuje tym że Vito trafia w końcu na 10 lat do więzienia. Po wyjściu jednak kontynuuje drogę po mafijnej ścieżce kariery.




Choć teoretycznie "otwarty świat" w Mafii II, daję nam swobodę zwiedzania miasta to i tym razem rozgrywka fabularna również jest dość liniowa i składa się z 15 rozdziałów. Główny bohater może oczywiście bez najmniejszych przeszkód poruszać się po mnieście i zwiedzać różne lokacje, w postaci sklepów, czy lokali użyteczności publicznej, jednak odbywa się to w trakcie wypełniania jakiegoś zadania. Jak przystało na twórców i tym razem bardzo dobrze odwzorowali graficznie miasto z tamtego okresu. Znajdziemy charakterystyczne miejsca ze wzorca (NYC) czyli Empire State Building czy Most Brooklyn-ski, a po mieście możemy jeździć, aż 50-ciom różnymi rodzajami samochodów. Są to w zasadzie odwzorowane oryginalne samochody z epoki, jednak ze względu na brak licencji, ich marki zostały zmienione. 


Miasto zostało stworzone z wielkim pietyzmem i dbałością o detale, a każda dzielnica ma swój unikatowy klimat. Mamy wrażenie że Empire Bay bardziej "żyje" niż miasto Lost Heaven z poprzedniej części. To nie tylko poruszające się po ulicach auta, czy przechodnie zmierzający w nieznanym kierunku, ale również sąsiad uderzający pięściami w drzwi mieszkania obok, człowiek rozmawiający w budce telefonicznej, a także robotnik wyrzucający węgiel łopatą, czy kobieta myjąca podłogę na korytarzu. To wszystko podkreśla wyjątkowość tego miasta. 


Wszystkie te graficzne perełki zawdzięczamy zupełnie nowemu silnikowi gry, o nazwie Illusion wspierany przez fizyczny silnik NVIDIA PhysX.

Choć misje w grze powielają pewne schematy, nie jest to w żaden sposób monotonne, a sama gra dozuje nam z umiarem kolejne elementy rozgrywki. Jak przystało na rasową Mafię nie obędzie się tu bez jeżdżenia samochodem. 



Do wybranych lokacji w danej misji przemieszczamy się autem, oczywiście możemy pójść również na pieszo jeśli mamy na to ochotę, ale myślę że jazda samochodem jest o wiele ciekawsza. Samochód oczywiście możemy ukraść na tak zwaną "pasówkę", lub wybijając szybę łokciem. Możemy rownież  wyciągnąć właściciela z jego pojazdu, "obicie twarzy" i możemy odjechać z miejsca zdarzenia jego samochodem. Jeśli jakieś auto przypadnie nam bardziej do gustu, niż inne, wtedy możemy go odstawić do własnego garażu. Co ciekawe samochód pozostawiony w garażu pozostanie taki, jakim go tam wstawiliśmy. Jeśli po brawurowej jeździe, wstawiliśmy auto "dość zużyte", to gdy będziemy chcieli z niego skorzystać w kolejnej misji, ono będzie dokładnie w takim samym stanie. Nie "zregeneruje" się. Podobnie jest z autem poszukiwanym przez stróżów prawa. Jeśli wiedziemy takim samochodem do garażu, to po wyjeździe z niego w kolejnej misji, samochód jest dalej samochodem poszukiwanym i zwróci uwagę policji. Rozwiązaniem tego problemu jest oczywiście przemalowanie lub zmiana tablic rejestracyjnych w którymś z warsztatów. Możemy tam również tuningować auta wizualnie, na przykład kupując nowe felgi i mechanicznie, poprawiając osiągi naszego samochodu.
Sam model jazdy samochodem choć "default-owo" jest zręcznościowy, to mamy możliwość zmiany tego modelu na symulacyjny. Auta w porównaniu do pierwszej części są mniej "ociężałe" i mniej toporne w prowadzeniu. Choć sam jestem fanem "ścigałek" samochodowych, wolałem jednak mniej realistyczne doznania z jazdy samochodem i tryb   zręcznościowy bardziej mi odpowiadał. Jeśli jesteśmy przy jeździe samochodem to warto wspomnieć o ścieżce dźwiękowej gry. Mamy do wyboru trzy stacje radiowe, oferujące nam różnego rodzaju muzykę z ponad 130 licencjonowanych utworów. Oryginalne 50 utworów wykorzystanych w grze tym razem skomponował Matus Siroky oraz Adam Kuruc a nagrania dokonała Orkiestra Filharmonii Narodowej w Pradze.
Całą listę muzyki z Mafii II można znaleźć pod tym linkiem. Podobno jeśli zagłębimy się w szczegóły historyczne muzyki z gry, okaże się że muzyka którą usłyszymy we wspomnianym radiu wyprzedzała swoją epokę. W roku 1951 usłyszymy na przykład utwór C'mon Everybody - Ediego Cochrana który został wydany tak naprawdę w roku 1958. Generalnie cała muzyka Rock and Roll-owa, którą dostajemy w grze we wczesnych latach 50 to realnie "pieśń przyszłości", gdyż tak naprawdę w tedy jeszcze powinna nam brzmieć w radiu muzyka jazz-owa, ale czy to ma aż tak wielkie znaczenie, skoro gra w połączeniu z muzyką daje nam niesamowitą frajdę.

Według mnie gra była równie wciągająca co pierwsza część, nie pozwalając oderwać się od rozgrywki długimi godzinami i jak w przypadku pierwszej Mafii, wielokrotnie witałem kolejny dzień, jednak tym razem, przed dużo większym ekranem telewizora i z padem w ręku.

Jako ciekawostkę i swoistego rodzaju nawiązanie do pierwszej części Mafii jest postać głównego bohatera Thomasa Angelo, który w epilogu zostaje zastrzelony przed swoim domem, a w jednym z rozdziałów Mafii II dowiadujemy się że zabójcami Angelo są Vito Scaletta i Joe Barbaro czyli nasi główni bohaterowie. W obydwu częściach pierwszej i drugiem możemy obejrzeć niemal tę samą cut-scenkę, w której zamachowcy podjeżdżają pod dom ofiary w tym samym, czerwonym samochodem. 



Kolejna gra z tej serii czyli Mafia III to, dla mnie historia z przed kilku dni, która to w zasadzie skłoniła mnie do napisanie tego tekstu i podsumowania całej serii. Choć słyszałem o Mafii III dużo i dużo wcześniej, jeszcze w zapowiedziach przed premierą i choć kilkakrotnie nosiłem się zamiarem jej zakupu, to dopiero ostatnio znalazłem czas i udało mi się zrealizować plan zagrania w Mafię i w końcu trzecia odsłona gry trafiła w moje ręce. Czytałem wiele recenzji i różne opinie, na jej temat, najczęściej niezbyt pozytywne, na przykład że nie jest jak GTA 5, a to że nie jest zupełnie Mafią, jaką znaliśmy do tej pory, ale ja generalnie bardzo sceptycznie podchodzę do takich recenzji i z reguły sam na własnej skórze przekonuję się czy gra mi się podoba czy nie. Być może zupełnie czegoś innego oczekuję niż recenzenci :) Ponieważ w grę zagrałem dopiero teraz (niecały rok po premierze), nie doświadczyłem może "choroby wieku dziecięcego" i tych wszystkich wczesnych bolączek i błędów:) na które podobno gra cierpiała, zaraz po wydaniu i to nie tylko w wersji PC, ale rownież w wersji na konsole. Wspomnę tylko że tym razem grałem XBOX-e ONE i gdy tylko zacząłem rozgrywkę, nieszczególnie odniosłem wrażenie, że to jest zła gra. Wręcz przeciwnie, tradycyjnie zarywałem noce z padem w dłoni. W zasadzie teraz przy małym dziecku "nocne granie" to jedyna możliwość, aby w miarę spokojnie móc sobie pograć. Oczywiście odniosłem podobnie jak wspomniani recenzenci wrażenie, że misje są bardzo schematyczne, ale to mi zupełnie nie przeszkadzało w rozgrywce.


Mafia III została wydana w październiku 2016 roku przez 2K Games, a stworzona przez studio Hangar 13 (to byli pracownicy 2K Czech, a wcześniej Illusion Softworks, którzy po zlikwidowaniu czeskiej firmy w 2014 roku zostali zatrudnieniu przez nowego amerykańskiego developera). Krótko mówiąc, w zasadzie napisali ją ludzie którzy pracowali przy poprzednich dwóch częściach Mafii. 
Tym razem akcja gry została osadzona w roku 1968 i rozgrywa się w fikcyjnym mieście New Bordeaux, wzorowanym na Nowym Orleanie i jak to na Mafię przystało, miasto znów zachwyca graficznie. 





Jest ono również tym razem dużo większe od miast Lost Heaven i Empire Bay z dwoch poprzednich części. 


W grze kierujemy losem niejakiego Lincolna Clay-a, weterana wojny w Wietnamie, który pała zemstą do lokalnych gangsterów, którzy po wspólnie wykonanym "skoku", przy podziale łupów zamordowali jego najbliższych, jego przybraną rodzinę. Lincoln również miał wtedy zginąć, ale cudem uszedł z życiem i został uratowany przez Ojca James-a, księdza, który wcześniej wychowywał Linocln-a, prowadząc katolicki sierociniec. 


Od tego momentu jedynej jego celem w życiu naszego bohatera jest pomszczenie bliskich i zgładzenie stojącego za całą sprawą Sala Marcano "dona" włoskiej "rodziny" z New Bordeaux. W swojej misji Clay będzie mógł liczyć na pomoc innych bossów z przestępczego świadka, irlandczyka Burke-a, Cassandry - stojącej na czele haitańskich gangów, czy ( i tu niespodzianka)  niejakiego Vito Scallety, znanego nam z drugiej części Mafii. Istotnym elementem rozgrywki jest możliwość przejmowania nielegalnych interesów, wrogich ugrupowań. Po wykonaniu misji, mających na celu dotarcie do głównego bossa, ostatecznie możemy go zaatakować i przejąć jego interesy, a zdobyte włości przekazać jednemu z naszych "wspólników". Co równie ciekawe, jeśli będziemy faworyzować bardziej jednego z nich, przekazując, mu większe obszary wpływów, może to doprowadzić do nerwowej atmosfery, a wręcz konfliktu. Fabuła nie jest może jakoś bardzo zaskakująca, jednak poprowadzona bardzo zgrabnie, z bardzo dobrze napisanymi i dobrze zagranymi postaciami, oraz  ciekawymi dialogami. Fabuła również zyskuje i zarazem wciąga, poprzez użycie pewnego rodzaju zabiegu, polegającego na tym, że o losach głównego bohatera dowiadujemy się przesłuchań osób powiązanych z Lincolnem, mających miejsce lata później, po właściwej akcji gry. Jakim człowiekiem był Lincoln i jak przebiegała cała akcja mająca na celu wyeliminowanie sprawców morderstwa jego najbliższych dowiadujemy się  z filmowych cut-cenek, w czasie przeszłym i słuchanie tego co mają do powiedzenia na przykład ojciec James, ksiądz prowadzący sierociniec w którym wychował się Clay, ten który go uratował po nieudanym postrzeleniu w głowę, oraz przesłuchiwany John Donovan agent CIA i kolega Clay-a z w Wietnamu, który dostarczał Lincolnowi wszelkich danych, jak ma dotrzeć do morderców jego bliskich, tworzy również ten niepowtarzalny klimat gry.


Mafia III to otwarty świat i choć mamy fabularną ścieżkę, mamy tu również misje poboczne, które jak się dowiadujemy z przebiegu rozgrywki, mają dość istotny wpływ na wątek fabularny gry. Rozgrywkę można podzielić na dwa główne nurty, czyli na walkę i eksplorację. Walka to po prostu strzelanka, gdzie aby przetrwać zwycięsko, musimy chować się za osłonami, no i oczywiście celnie strzelać do wroga. Gra jednak została tak skonstruowana, że czasami zamiast używania karabinu, czy pistoletu lepszym rozwiązaniem jest skradanie się czy śledzenie wroga. Stajemy również często przed wyborem, czy po przesłuchaniu przeciwnika i zdobyciu interesujących nas informacji, lepiej będzie go zabić, czy może jednak zmusić go do dalszej współpracy z naszymi wspólnikami. 

Stworzone z rozmachem miasto New Bordeaux możemy eksplorować "na nogach", lub przy pomocy pojazdów, nie koniecznie nawet samochodów. Możemy poruszać się na przyklad motorówkami, po licznych odnogach rzecznych i kanałach. Możemy również płynąć wpław, lecz wtedy bardzo często kończymy w paszczy aligatora :) 


Wracając jednak do jazdy samochodem, nawiązując do poprzednich odsłon serii, tu również mamy liczne misje "samochodowe", oraz typowe rozgrywki wyścigowe. 





Podobnie jak już w poprzedniej części Mafii mamy do wyboru dwa modele jazdy samochodem, typowo zręcznościowy, ale  także model symulacyjnym, który odwzorowuje realistyczne zachowania samochodu podczas jazdy. Różne pojazdy oczywiście prowadzą się inaczej, odniosłem jednak wrażenie że prowadzenie pojazdu sportowego, w trybie zręcznościowym, bardzo przypomina mi prowadzenie samochodu w grze Driver 2, ale to oczywiście moje subiektywne odczucie :) Dodatkową atrakcją jest możliwość modyfikowania aut wizualnie, czy mechanicznie. W grze mamy do dyspozycji różne typy samochodów, które zostały jednak stworzone na podstawie rzeczywistych modeli aut, jeżdżących w tym czasie po amerykańskich ulicach. Pojazdy w grze możemy również podzielić na dwa rodzaje, czyli te które jeżdżą po ulicach New Bordeaux, oraz takie które odblokowujemy wraz z postępami w grze. Pierwszy rodzaj aut możemy swobodnie ukraść z ulicy, ale nie możemy ich zatrzymać, natomiast drugi rodzaj, który otrzymaliśmy w trakcie rozgrywki zostają z nami "na zawsze" i możemy przywołać je w dowolne miejsce, aby nie musieć poruszać się pieszo :) 

Tradycyjnie już jak na Mafię przystało, duży nacisk położono w grze na warstwę muzyczną. Tu również, jak w poprzedniej części mamy do wyboru mnóstwo licencjonowanych piosenek pochodzących z okresy zbliżonego do akcji gry czyli roku 1968. Usłyszymy między innymi James-a Brown-a, Animals-ów, Rolling Stones-ów czy Sama Cooke-a. Pełną listę utworów znajdziemy pod tym linkiem. Również jak w każdej Mafii, oprócz licencjonowanych utworów, mamy również 20 specjalnie skomponowanych na potrzeby gry, tym razem autorską muzyką zajęli się panowie: Jesse Harlin oraz Jim Bonney. Utworów możemy posłuchać w zasadzie jak w każdej Mafii, w samochodowym radiu, gdzie mamy do wyboru trzy różne stacje, ale rownież muzykę usłyszymy wybranych cut-scenkach oraz w misjach fabularnych. 

Wspomnę jeszcze tylko że Mafię III możemy skończyć.... na trzy sposoby. Choć zakończenie w zasadzie jest jedno (UWAGA jeśli ktoś jeszcze nie grał), udaje nam się dotrzeć w końcu do Sala Marcano i oczywiście go zabić, ale pozostaje jeszcze przed nami kolejny wybór co dalej? Po rozmowie z Johnem Donovanem i Ojcem Jamesem musimy dokonać wyboru naszego zakończenia. To link do opisu wszystkich możliwych zakończeń a poniżej film przestawiający je wszystkie.


Każda z kolejnych Mafii, była grą która wciągała mnie w swoją rozgrywkę całkowicie i nie pozwalała oderwać się od akcji. Chęć przejścia kolejnej misji, aby "zobaczyć" co będzie dalej, skutkowała u mnie najczęściej zarwaną nocą i pójściem spać dopiero bladym świtem. W pierwszą Mafię grałem dawno, jeszcze na swoimi pierwszym PC, choć całkiem nie dawno, bo przy okazji Mafii III, dla tak zwanego "odświeżenia" sobie serii, zagrałem w Mafię na "klasycznym", pierwszym XBOX-ie. Choć wydaje mi się że konsolowy pad, nie jest idealnym rozwiązaniem dla tej gry i być może spowodowane jest to tym, że oryginalnie w 2002 roku Mafia została wydana tylko na PC, a dopiero dwa lata później "przepisano" ją na PlayStation 2 i pierwszego XBOX-a, to sam jej klimat i "miodność" pozostał niezmienny. Wciąż mimo upływu tylu lat, choć dziś grafika jest może z "poprzedniej epoki", to gra ma wiąż to "coś". Coś, co odróżniało ją innych gier i powodowało że stałem się jej fanem. I pozostałem nim, przez kolejne dwie części. Nie zraziły mnie często niepochlebne recenzje i zarzuty do części trzeciej, musiałem sam się przekonać, czy jest naprawdę tak źle i według mnie, nie jest, a wręcz przeciwnie. Gra musiała się zmienić nawiązując do upodobań współczesnego gracza, ale nie zmieniła się tak, żeby nie dało się w nią grać i choć zbudowana jest zupełnie inaczej to ja w niej czuję "Mafijne spadkobierstwo". Tak jak pierwsza Mafia oddawała idealnie klimat lat 30-tych XX-wieku, a druga lat 40-tych i 50-tych XX wieku, trzecia część Mafii bardzo ciekawie opowiada o końcówce lat 60-tych XX wieku w Ameryce. Ocierając się o również o problemy obyczajowe i społeczne. Najmniej dziś pamiętam samą rozgrywkę z części II, ale to się zaraz zmieni. Właśnie przyjechałem do swojego rodzinnego miasta, gdzie jakiś czas temu, wywiozłem wraz ze sporą częścią gier swoją poprzednią konsolę XBOX-a 360 i zaraz "przypomnę" sobie pewnie Mafię II, a może wciągnie mnie jak to Mafia ma w zwyczaju, do tego stopnia, że zabiorę ją ze sobą do mojego obecnego domu, gdzie jakiś czas temu, na retro fali, zakupiłem również XBOX-a 360 (aby nie musieć wozić konsol) i kto wie ile nieprzespanych nocy znów z nią spędzę. 

16 lipca 2017